sobota, 30 czerwca 2012

Różne myśli mi się błąkają po głowie.

Tak mi się przypomniało jak znajomy wspominał, że był na marszu z okazji 11 XI rok temu (jest w jednej z tych trzyliterowych organizacji) i wspominał, że w grupie tej prawicowej organizacji zdarzyli się prowokatorzy, z którejś z lewicowych organizacji o równie radykalnym podejściu do sprawy. I tu moje pytanie "po co"? Tak bardzo chcą pokazać jaka ta organizacja jest zła? Jeśli faktycznie im tak na tym zależ to zrobiliby to grając otwarte karty, jakąś teczkę wyciągnęli(tak po prostu, po polsku), albo cokolwiek, a nie tak jak podobno SB robiło przy okazji marszów Solidarności. Przez to porównanie troszkę odwraca się optyka patrzenia. Co nie? Mówi się, że osoby o prawicowych poglądach są mniej inteligentne, ale ile jest w tym propagandy, żeby odciągnąć ludzi na lewą stronę? Bo przecież nikt nie chce być w tych "mniej inteligentnych", przynajmniej z tych, którzy mają poglądy na pokaz, a nie dla siebie. Podobno prawicowcy w ten sposób zaspokajają "poczucie bezpieczeństwa", i znam kilka przypadków, w których tak faktycznie jest, ale jest to poczucie płonne i obecne tylko jeśli mają przewagę liczebną i mogą się większą grupą nad nim słownie pastwić. Choć z drugiej strony to lewica oferuje większy "socjal" i to lewica takimi durnymi prowokacjami podbija sobie samoocenę. Tak mi się teraz pomyślało, że to co pisałem o pastwieniu się słownym, występuje pewno po obu stronach politycznej barykady, bo zawsze się znajdzie, ktoś kogo poglądy są na pokaz i nie potrafi stolerować tego, że ktoś ma inne poglądy. Dlaczego nie mogą uznać, że "my to lewica, oni to prawica, i i my i oni jesteśmy potrzebni", spróbujcie zjeść obiad tylko jedną ręką, wszystko jest bardzo trudne, albo i niemożliwe do zrobienia, tylko jedną ręką. Nawet myszkę trzeba przecież trzymać, żeby w razie czego szybko wyłączyć, dobrze wiecie o czym mówię. Wracając do tematu, we wszystkim potrzebna jest równowaga, w kosmosie, w przyrodzie i w tym burdelu zwanym polityką. Tylko dlaczego tak nie jest? Nie wiem, ale mam nadzieję, że kiedyś tak będzie. Choć jak mówi "Voluspa":"Wszystko jest łatwe w domu", tylko czy tak trudnym jest bycie wyrozumiałym i tolerancyjnym? Odpowiedź na to pytanie zostawiam wam.

środa, 13 czerwca 2012

O euro.

Euro, euro, sreuro kurwa! Już mi się delikatnie mówiąc to wszystko uszami wylewa. Rozumiem, że sejm przestał pracować na te 35 dni? Na pewno coś przepychają tylko obudzimy się jak zwykle z ręką w nocniku. Wiem, że to wielkie wydarzenie sportowe, ale no ile można. Choć z drugiej strony gdyby nie euro pewno bylibyśmy zasypywani doniesieniami o kolejnej "pandemii" grypy jakiegoś zwierzęcia. Czekam na Warszaw...Pfu! Łosiową grypę. Objawami będą wydęte wargi nie chęć do mięsa i poruszanie się na czterech kończynach. A po euro już wiem co będzie głównym tematem wiadomości. Problemy finansowe stadionów. W Krakowie już jest z tym problem, bo miasto praktycznie wcale nie ma kasy, a oba stadiony mają status miejskich. Jesteśmy jedynym tak podzielonym miastem. Podzielonie-zjednoczonym, bo żadna drużyna nie czuje się pokrzywdzona, a może nie tyle drużyna, co kibice i działacze, bo piłkarzy to raczej nie obchodzi, oni nie są przywiązani do stadionu jakoś bardzo. Jesteśmy miastem z rozdwojeniem jaźni. I po co? Ładny stadion jest za mały, a ten większy jest w opłakanym stanie i nic innego niż mecze się tam nie da przeprowadzić. Z resztą kto to widział stadion bez trybun na narożnikach korony, tak się tą część nad murawą chyba nazywa. A nasz koszyk Narodowy potrzebuje 70 koncertów Madonny(niestety dokładna suma ginie w mrokach internetu) rocznie, żeby wyjść na zero z kosztami utrzymania. Po co? A najlepsze, że podobno są nie u nas, ale jednak droższe stadiony. Nawet porządnej masakry nie można na tym Stadium zrobić. I to potrzeba tych 70 koncertów Madonny chyba abstrahując od potężnej powierzchni konferencyjnej i gastronomicznej jaka jest na terenie. Także Euro spoko, ale co potem?

niedziela, 3 czerwca 2012

Po pokazie słów kilka.

Napisałem po Sonisphere, to czemu by też nie teraz. Adrenalina zeszła, ogólnie odpocząłem to mogę coś skrobnąć.Pokaz się bardzo udał, bufet był świetny i tylko jedna myśl mnie męczy dlaczego to my wypełniacz czasu między jedną a drugą połową meczu piłki nożnej zgromadziliśmy największą widownię? Może przez egzotykę pokazu, banda w dziwnych strojach robiąca dokładnie to samo co można zobaczyć na dowolnej wiejskiej dyskotece-okładają się bez ładu i składu jak popadnie, to co na osiedlu, czy dyskotece jest straszne, bo jeszcze można oberwać na takim pokazie jest zachwycające i wręcz pociągające, bo po pierwsze nie ma szansy na oberwanie, a po drugie to może jest to podobny mechanizm, który ciągnął ludzi ku arenom walk Gladiatorów tylko teraz jesteśmy bardziej kulturalni, mniej rozkochani w widoku krwi i wystarczy nam tępa broń. Z resztą to był pokaz na dzień dziecka i głównie wśród nich zrobiliśmy furorę, po prostu coś niesamowitego. To było naprawdę miłe uczucie pomijając, że w tej beczce miodu jest trochę dziegciu w postaci dzieciaków, które nie zostały nauczone kultury i biorą bez pytania, albo nie chcą oddać. Ogólnie czuję się bardzo dobrze po tym pokazie, bo miło było zobaczyć te wszystkie uśmiechnięte dzieciaki.


P.S.
Notkę w piątek też dostaniecie. Czekam na jakieś sugestie odnośnie tematu następnej notki.

piątek, 1 czerwca 2012

O pewnym cytacie słów kilka

Notka, z innego bloga, którego prowadziłem, a do którego zapomniałem hasła, a próby odzyskania go, kończyły się fiaskiem. Lubię tą notkę i dlatego chcę ją przerzucić również na tego bloga.

“Czy jest postępem, jeśli kanibal używa noża i widelca” Stanisław Jerzy Lec, jest tego autorem. Teraz przyjrzyjmy się temu zagadnieniu. Z jednej strony, jest to postęp, bo jednak odżywia się w bardziej cywilizowany sposób, ale jednak, to nadal jest kanibal, ludożerca. Dochodzimy do relatywizmu, co jest ważniejsze, postęp w dziedzinie kultury jedzenia, czy to, że “nóżka z grilla” ma dla niego nieco odmienne znaczenie? Trudne pytanie, nie sądzicie? Trochę to mi też o psychomachię zachacza, czyli o walkę dobra, ze złem, o duszę bohatera, to się bodajże w Kordianie pojawiało. Ale nie odbiegajmy od tematu, za bardzo. Jeśli taki ktoś miałby umrzeć, nie jedząc nic, to jest to jeden z czynników, który wymiar osądu mógłby złagodzić, jeśli dodatkowo zjadana jednostka była, nieuleczalnie chora, stara, lub w inny sposób nie przydatna społecznie, może taki ktoś wręcz oddaje społeczeństwu przysługę. Ale ja nie nazywam się Fredzio Nietzsche, tylko Adam, nazwisko zostawię dla siebie. Ale samo jedzenie człowieka, musi być obrzydliwe, to jeszcze nie dawno była ludzka istota, tak przez wszystkich idealizowana. Wiecie, że u zwierząt nie ma odnotowanych przypadków kanibalizmu? Trochę to odejmuje nam czci, swoją drogą może słusznie, bo wcale tacy cudowni nie jesteśmy. Ale no, jednak on posługuje się nożem i widelcem, przejaw wyższej kultury. Jak coś więcej mi się na myśl nasunie, to napiszę. Na razie kończę tą notkę…Pomyślałem trochę, i wracam do pisania. Z drugiej strony jeśli kanibal zje mięso człowieka chorego na coś zaraźliwego, to sam zapadnie na tą chorobę, jak to mi pewna złota Rybka podpowiedziała. Więc może nie jest to w tym konkretnym wypadku dobre. Temat wymaga do głębszych przemyśleń, kilku “głębszych”. Powtórzenie zamierzone, bo to taka gra słowna, wiecie? Ale może jakoś spróbuję skończyć ten wpis w sposób konstruktywny. Tylko jak? Czy bawić się w moralizatora, i potępić kanibalizm, czy pochwalić ich za przejaw kultury jakim niewątpliwie jest posługiwanie się sztućcami. O, już wiem. Zakończę to, tak: Podałem wam za, i przeciw. Osąd zostawiam wam.

piątek, 25 maja 2012

O sucharkach traktat.

UWAGA! Suszy mocniej z każdą linijką.

Dlaczego kawały pewnego konkretnego konkretnego typu są uznawane za "suchary", a inne nie? Dlaczego kawał o Cinciorku, albo o ciastku wywołują tylko i wyłącznie tekst "Suchar!"?Żeby nie było nie domówień przytoczę te kawały.
Kawał o ciastku.
Ciastka leżą sobie na blasze w piekarniku.
Jedno mówi:Ale tu gorąco.
-Osz kurwa, gadające ciastko-odparło drugie.

Kawał o Cinciorku.
Wsiada kobieta z wielką walizką do pociągu, siada w przedziale. W pewnym momencie podróży, lekko uchyla walizkę, wrzuca tam cukierka i mówi:Masz Cinciorek. Ciamkciamkciamk i wypada papierek po cukierku. To bardzo zaintrygowało współpasażerów. Jeden się odzywa: To może ciastko?- Ja nie, ale Cinciorek bardzo chętnie. Ciamkciamkchrup i nic nie wypada, bo ciastka nie są w papierkach. To może kremówkę? Ja nie, ale Cinciorek bardzo chętnie. Ciamkciamkciamk i wypada talerzyk po kremówce. To może oranżady? Ja nie, ale Cinciorek bardzo chętnie. Gulgulgul i wypada pusta butelka. To może paluszka? Ja nie, ale Cinciorek bardzo chętnie. Chrupchrup, i nic nie wypada, bo paluszki nie są w papierkach. To może, wędzonego kurczaka? Ja nie, ale Cinciorek bardzo chętnie. Mlaskmlaskmlaskmlask i wypada szkielet kury. W tym momencie kobieta z walizką udała się do toalety, współpasażerowie rzucili się otwierać walizkę...A tam Cinciorek.

Sam jestem suchmistrzem, czy też Majorem Sucharskim(ostatnio awansowałem na generała). Mnie te kawały tylko i wyłącznie bawią, bo są uroczo absurdalne i głupie. Trochę jak dźwięki pierdzenia. Albo mam poczucie humoru 2 latka mając lat prawie 20, czyli za kolejny krzyżyk, będę miał poczucie humoru 3-latka? Cieszy mnie to mówiąc szczerze. Będę szczęśliwszy. Ktoś kiedyś powiedział, że suchar to dowcip zbyt inteligentny, dla większości ludzi. Może coś w tym jest, ale kłóciłbym się czy na pewno o inteligencję tu chodzi. Może raczej o pewną mieszankę inteligencji, głupoty i braku kilku klepek(o ile jeszcze się tak mówi). Wiem, że inteligencja i głupota są przeciwieństwami, więc jest się takim, albo takim, ale sucharki są tylko dla wybranych(jaśniej nie mogę), to jest "chleb wybrańców" i cieszcie się jeśli jesteście wybranymi, bo zawsze lepiej to niż być wybranym na ofiarę dżumy, a po za tym świat staje się jednym wielkim sucharem. Bo czyż nie jest sucharem, to że w KAWiArniach w ogóle podaje się piwo? Rzecz jeszcze nie tak dawno temu nie do pomyślenia. Albo, że teraz żeby być sławnym wystarczy zaszokować? Wyjdźcie pod dowolny znany pomnik na Świecie, będąc ubranymi alternatywnie i awangardowo za razem i zacznijcie pod nim defekować, albo wydalać cokolwiek. Jak ktoś wezwie policję, to powiedzcie, że to performance i sklećcie na szybko teorię waszej sztuki. Będziecie znani. Możliwe, że ktoś nawet was gdzieś zatrudni. Volaille(chyba tak się pisze francuskie Włuala). Jesteście ustawieni. Zabawne prawda? Jak ofiary klauna mordercy. Z uśmiechami wyrytymi brzytwą i wymalowanymi czerwoną szminką. Uroczy widoczek, nieprawdaż? Tu pewno odpadła większość z tych, którzy zostali po kawale o Cinciorku.
Ale wracając do tematu, to może trochę zależy od opowiadającego? Tak mi się zdaje, ale z doświadczenia wiem, że to nie ma aż tak dużego wpływu na suchość sucharka jak sam fakt jego suchości. Ale co jest w nich takiego suchego?
Przecież są zabawne. Nie zawsze jakieś bardzo inteligentne, ale jednak powodują śmiech. A może to po prostu ludzie myślą: "No, przecież nie mogę się z tego śmiać, bo to suchar nie mogę się pokazać jako ktoś kogo to bawi". Tylko dlaczego ludzie mieli by tak myśleć? "Nie wiem, nie powiem", "odpowie Ci wiatr, szemrzący wśród skał/traw/pach(nie pamiętam), odpowie Ci bracie tylko wiatr" czy jak to tam się śpiewało. Może powinna zostać zidentyfikowana nowa jednostka chorobowa, "Zespół Suchmajstra" objawiający się zrozumieniem dla tego typu żartów. Obiecuję dobrowolnie współpracować z naukowcami, żebyście Wy nie musieli. Widzicie jaki jestem dobry? A teraz dostaniecie sucharka mojego pomysłu, wykonania http://ombra656.deviantart.com/gallery/ . Mam nadzieję, że smaczny.












czwartek, 17 maja 2012

Kokokoko?

Wszyscy się rozpisują o kiepskości hymnu naszej reprezentacji, czyli o tym całym "kokoko euro spoko" w wykonaniu zespołu "Jarzębina". W ogóle kto wpadł na pomysł, żeby tak nazwać zespół? Jarzębiak wtedy pili, czy co? Możemy pisać o kiepskości melodii, ale to jest bodajże oberek, czy jakaś inna czysto ludowa melodia, a to na czym zawiesić wszystkie zebrane psy to słowa, bo jestem kimś kto posługuje się głównie słowem i nie prowadzę też video(wideo?)-bloga, żeby was uraczyć fragmentami tej melodii. Mam nadzieję, że przed, czy w trakcie czytania tego tekstu to zrobicie, bo sama melodia jest całkiem znośna. Fajna, żywa melodia, nic tylko tupnąć obcasem i przyrżnąć oberka. Ale skąd tam odgłosy gdakania? Czy jak inaczej to kokanie nazwać. Jako przeciwwagę możemy sobie postawić piosenkę reprezentacji Irlandii na to euro. Też jest melodia oparta na ich folklorze, ale jednocześnie sam zespół nie jest ubrany w narodowe stroje ludowe, czy w jakiś inny sposób "folklorystycznie", a strój mają. Nawet całkiem ładny. A nasze śpiewaczki z Janowa lubelskiego, są co nadaje im taki wręcz "ludowy" wygląd i te stroje nie są brzydkie, zwłaszcza, że są w nim jakieś pozostałości po tatarskie, ale po co się z nim tak afiszować, może posłowie powinni przyjeżdżać w strojach ludowych z okręgu, z którego są wybrani? To było ciekawe, zwłaszcza, że kilka z naszych strojów ludowych na co bardziej "nieforemnych" posłach byłoby całkiem ciekawym widokiem. Chciałbym zobaczyć prezesa którejś z polskich partii Prawicowych(najlepiej tego, który mówił, że zrobi z warszawy Budapeszt) w stroju Jacków Jabłonkowskich, opartym na stroju węgierskich huzarów. Wyobrażacie to sobie? Ja też. Ale żarty na bok. Może gdyby usunąć to kokanie i zmienić strój to byłoby to znośne, choć teksty...Chętnie przytoczyłbym cały tekst irlandzkiej piosenki, niestety jest to kolejna wersja jakiejś ichniej ludowej pieśni wojskowej, o zdradzie w jakimś oblężeniu. A tekst naszej sami sobie sprawdzicie, żebym tutaj nie musiał zapychać sztucznie miejsca. Tak czy siak to co u nich najbardziej słychać w każdej wersji, to niemalże krzyk "You`ll never beat the Irish" a u nas jest tak swojsko trochę o niczym, trochę o euro, a u nich jest taka klasyczna przyśpiewka, od której rośnie serce i gdyby to wyli przy walkach z Anglikami, możliwe, że całe były by pod sztandarem z harfą, bo to po prostu zagrzewa do walki i wspierania. A u nas? Chłopaki na murawie, albo padną ze śmiechu, albo się spalą ze wstydu jak to usłyszą. Teraz na bieżąco siedzę i słucham tej irlandzkiej piosenki na słuchawkach i ten tekst jest o tym, co my skutecznie obśmialiśmy i obrzydziliśmy ludziom, czyli, że kibice to druga drużyna, że od naszego kibicowskiego wsparcia zależy wygrana czy przegrana naszej drużyny. Teraz udało mi się gdzieś wygrzebać w internecie tekst wersji poświęcony ME 2012 tu go wklejam coby wam szukania oszczędzić, a i mnie resztę wywodu ułatwić:

"’Twas in the merry month of Było to w szczęśliwym księżycu
June from our home we started Czerwca, z domu wyruszyliśmy
Left old Eireann’s Isle, to Poland we departed Zostawiwszy starą Eire, do Polski wyruszyliśmy
Hope within our hearts. Nadzieja w naszych sercach tkwi
We can win a trophy Możemy wygrać ten puchar
We’re a part of Trapattoni’s army, Jesteśmy częścią armii Trappatoniego
Get behind the team, hear the Irish scream, Stań za drużyną, usłysz Irlandzki krzyk
C’mon you boys in green, Ireland’s bouncing back again, Chodźcie, wy chłopcy w zieleni, Irlandia podskakuje znów
We have got our Trap, the cat is in the sack, Mamy naszą pułapkę, kot jest w worku
We’ll not forget you Jack on the Rocky Road to Poland Nigdy Cię nie zapomnimy Jack na Kamienistej Drodze do Polski
One, two, three, four, five Raz, dwa, trzy, cztery, pięć
Irish eyes are smiling Oczy Irlandczyków się śmieją
Let your voices ring, Pozwólcie waszym głosom brzmieć
Trapattoni’s army, Armio Trapattoniego
Everybody sing Śpiewajmy wszyscy
You’ll never beat the Irish (x 4) Nigdy nie pokonacie Irlandczyków(x4)
Make your mother proud, inflate your plastic hammer, Uczyń swą matką dumną, nadmuchaj swój plastikowy młot
Bate your bodhrán loud and learn your Polish grammar Barabań w swój bodhrán i ucz się polskiej gramatyki
Credit union loan, sold the Opel Corsa, Pożyczka w Credit Union, sprzedany Opel Corsa
Hired a camper van, picked it up in Warsaw, Wynajęty camper, odebrany w Warszawie
Been so close before, hopes slammed in the door, Bywaliśmy tak blisko, nadzieje przytrzaśnięte w drzwiach
Now we’re back for more, we can win the battle, Teraz jesteśmy po więcej, możemy wygrać tę bitwę
C’mon you boys in green, never have we seen, Chodźcie, wy chłopcy w zieleni, nigdyście nie widzieli
Such a fearless team on the Rocky Road to Poland. Tak nieustraszonej drużyny na Kamienistej Drodze do Polski
One, two, three, four, five Raz, dwa, trzy, cztery, pięć
Irish eyes are smiling Oczy Irlandczyków się śmieją
Let your voices ring, Pozwólcie waszym głosom brzmieć
Trapattoni’s army, Armio Trapattoniego
Everybody sing Śpiewajmy wszyscy
You’ll never beat the Irish Nigdy nie pokonacie Irlandczyków
You’ll never beat the Irish Nigdy nie pokonacie Irlandczyków
You’ll never beat the Irish Nigdy nie pokonacie Irlandczyków
You’ll never beat the Irish Nigdy nie pokonacie Irlandczyków
Ireland abú. We love. " Irlandia. Kochamy.
Tłumaczenie robione w biegu, więc nie oddaje wszystkich niuansów językowych, ale ogólnie ogarniacie o co chodzi, tak czy siak chodzi mi głównie, o to, że niby i my i oni kochamy piłkę nożną, tylko, że po tekście naszego kokokoko tego nie widać, widać za to, że "Witamy gospodarzy", może nie świata, ale Europy i strasznie się tym przejmujemy, jesteśmy trochę jak gospodyni, która przygotowała wielki wystawny bankiet, a przychodzi do niej banda już podpitych i roześmianych facetów. Już o wiele lepsza jest piosenka Libera i InoRos'a. Ma fajną ludową stylizację jak to irlandzkie, świetny tekst, i porywającą melodię, która świetnie współgra z tekstem. Z resztą wróćmy do tekstu tego nad czym teraz tak pieję peany, pozwolę sobie przytoczyć tylko fragmenty:
"Stadion oszalał
Pada strzał
Cały nasz kraj wpada w szał
Futbolowy karnawał
Bo dla nas to coś więcej niż gra
Tu widać, że facet chce naszych zmotywować, jakoś ich zagrzać do walki, ale nie, nie może być tak, że wyjdziemy do walki zmotywowani, to było by nie po polsku, ciekawe, czy którzykolwiek z powstańców walczyli, bo wierzyli w zwycięstwo, czy taką martyrologię mamy w genach, czy nie możemy choć raz wyjść z motywacją typu "ale im napierdolimy, grekom zrobimy powtórkę z Termopili, Czechom z Białej Góry, a Rosjanom 1612", ale nie my musimy "wszyscy na nas liczą, musimy się dobrze spisać", trochę więcej radości by nie zaszkodziło. Nawet w kolejnej zwrotce jest podobnie:
"Ta historia pamięta nas,
Lata 74 i 82
A dzisiaj zróbmy co się da
Od morza do Podhala fala braw
Tylko biel i czerwień
Jesteśmy z wami gramy u siebie
Obojętnie co się stanie
Najważniejsze zaangażowanie
I to wszystko więcej nic,
Tym ulice żyją dziś,
Tym Europa żyje dziś" Tu mówi do nas, kibiców dajmy, dokładnie jak w tej irlandzkiej piosence, tylko my nie musimy się uczyć polskiej gramatyki(przynajmniej większość), przynieśmy bębny i tłuczmy w nie jak opętani, zróbmy wszystko, żeby zagłuszyć to nie-wiadomo-z-jakiego-wuja-wybrane Kokokoko i zagrzać naszych. Mamy szanse wyjść z grupy jeśli się zepniemy i postaramy. Tylko nasuwa się jedno pytanie z jakiego chuja zostało wybrane to kokokoko? Jak można być tak głupim, żeby nawet dla żartu na to zagłosować? Pewno ktoś mi teraz zada pytanie"A Ty na co głosowałeś?", otóż na nic, bo nawet nie wiedziałem o tym plebiscycie, ale na pewno nie zagłosowałbym na kokokoko, z drugiej strony wątpię, żeby ktokolwiek po za nami wiedział o czym jest ten tekst. Spróbujcie posłuchać jakiejś rosyjskiej, czeskiej czy słowackiej piosenki, obiecuję wam, że praktycznie nic nie zrozumiecie. Więc może to wszystko rozdmuchujemy niepotrzebnie? Moim zdaniem tak. Przyjdzie, przejdzie, zapomnimy.

poniedziałek, 7 maja 2012

O cytacie z Witkacego.

"Lepiej skończyć w pięknym szaleństwie, niż w szarej nudnej rzeczywistości i marazmie" Witkacy
Czy faktycznie?
On mógł tak mówić, był znanym, choć nie zawsze najlepiej zarabiającym artystą. Znanym głównie ze swoich wybryków, objawiających się w zachowaniu i pracach. Większość z nas gdyby próbowała żyć zgodnie z tą zasadą najpewniej skończyłaby albo w psychiatryku, albo w więzieniu, lub w jakimś wariancie pośrednim między jednym, a drugim. Bo to, że on z adresowania listów uczynił działalność niemalże eseistyczną, był gdzieś o tym artykuł w necie, niestety trudno go znaleźć, bo Witkacy podany był tam tylko jako ciekawostka w kontekście nieumiejętności Polaków w adresowaniu listów to pikuś, ale eksperymenty ze środkami psychoaktywnymi, tworzenie pod ich wpływem prac plastycznych i jeszcze notowanie w ich rogach jakie substancje dały ten efekt to lekka przesada zakrawająca z jednej strony na szaleństwo, a z drugiej strony w tym szaleństwie jest metoda, bardzo metodyczna praca mająca na celu sprawdzenie reakcji różnych używek na organizm ludzki. Bo tak to tylko na pająkach to testowali, pajęczyny po różnych narkotykach (zawsze podawanych pojedynczo) bardzo się od siebie różniły. Wracając do tematu, gdybym ja chciał skończyć "w pięknym szaleństwie", już dawno byłbym sąsiadem mojej polonistki w Babińskim. Nie żeby udało mi się tam, którąś wpędzić, po prostu mieszka blisko. Teraz mi się pomyślało, że trzeba zadać sobie pytanie czy szaleństwo w ogóle może być piękne?
Czy nauczycielka życia zna jakiegokolwiek szaleńca, który stworzył coś pięknego?
Van Gogh- kolejny, który używał ciekawych rzeczy opiaty i absynt, ponadto był faktycznie chory psychicznie. Pasuje tu też połowa dekadentów, bo chyba wyszli z założenia, że jeśli świat się kończy to czemu się nie zabawić. Choć gdzieś usłyszałem, że w każdym geniuszu tkwi szczypta szaleństwa...Czyli jeśli to stwierdzenie jest prawdziwe to cały postęp kulturalno-technologiczno-moralny jest efektem działań jednostek mniej lub bardziej niezrównoważonych psychicznie. Nikola Tesla doskonale do tego pasuje. Panicznie bał się gołębi, mył ręce co 10 minut i miał obsesję na punkcie liczby 3. Jednocześnie był geniuszem.
Stworzył mnóstwo wynalazków o części nadal tylko krążą plotki, czy legendy, bo są utajnione. Dzięki niemu mamy radio, Marconi po prostu poskładał jego wynalazki(których nie opatentował o ile mnie pamięć nie myli) do kupy. Tesla stworzył także cały(czy też tylko dał podwaliny) alternator, bez którego bylibyśmy nadal na etapie samochodów na parę, albo na korbę. Był jednym słowem geniuszem i szaleńcem. Ciągnąc dalej wątek o szaleństwie geniuszy można szaleństwo podciągnąć pod dowolne uszkodzenie psychofizyczne, czego przykładem może być Hawking, albo Savanci...Właśnie, Savanci, genialni idioci, debile, czy jak ich tam nazwiemy w potoku słów, najwłaściwiej było by jednak po prostu użyć określenia savant. Tak czy siak są to osoby z zespołem Dauna jednocześnie wykazujące wręcz niesamowite zdolności w jakiejś dziedzinie, znany jest przypadek savanta, który zna rozwinięcie dziesiętne liczby Pi do bodajże trzechsetnego, albo i dalczego miejsca po przecinku., on jest w ogóle genialny z matematyki. http://pl.wikipedia.org/wiki/Sawant Z resztą macie, poczytajcie. Ale in media res, z jednej strony Witkacy ma rację, że pięknie wygląda życiorys, który jest jak wiele fajerwerków wybuchających jeden po drugim, ale z drugiej strony nie zbudujemy na tym trwałej cywilizacji.