piątek, 9 listopada 2012

Fenomen beczkookiej ryby.

Barrel-eye fish - beczkooka ryba. Co to znaczy, że jest beczko-oka? Ma oczy jak beczki? Takie wystające na boki, w kształcie walców? Oczy złożone, zbudowane z mniejszych, podłużnych oczu, jak deski w beczce? Czy ciągle przewraca, z angielskiego robi barrel roll oczami? Pół strony B5 i same pytania... Ja sobie taką rybę wyobrażam jako jakąś Żabnicę, z takimi wielkimi oczami, w kształcie beczek. A, może jako taką rybę-wędkarza, polującą na nurków z oczami-beczkami wiszącymi nad głową. Wabi tymi swoimi oczami nurków i połyka ich w całości, bo jest olbrzymia. A ma te oczy zmimikrowane(trudne słowo) na beczki z odpadami, których nurkowie w obronie środowiska będą szukać i je wyławiać. Tak trochę z innej beczki. Miałem ostatnio strasznego "smaka" na rybę. Jakimś bocznym torem myślenia dotarłem przez ryby, głowonogi, aż do stawonogów i do myśli, czemu "stawonóg" ma tak wąski zakres znaczeń? Przecież i ja i krowa i pająk i świnia i Ty, drogi czytelniku mamy nogi i mamy w nich stawy. Rozumiem, że pająki są najprostszymi istotami, mającymi nogi i w nich stawy, ale...
A swoją drogą wyobraźcie sobie mieć w nodze staw, ale jako zbiornik wodny. Nie wiem po co i na co to komu, ale fajnie by to wyglądało. I biorąc pod uwagę właściwości fizyczne wody nie psułyby się tak często te stawy. Ale ciężko byłoby je zmieścić w nodze. Albo w ręce. Czy kark jest stawem? Z jednej strony zapewnia mobilność, ale nie jest zbudowany jak na staw przystało. Nie porasta go Tatarak. Swoją drogą go oglądałem, ale mi się nie podobał za bardzo. Wspomnienia Jandy, po zmarłym mężu, kamerzyście. Jakimś sławnym z tego co pamiętam. Ale ja ten film jakoś w liceum oglądałem, czyli przynajmniej dwa lata temu. O ile mnie pamięć i umiejętność rachowania nie myli. Jak dawno nie mówiłem i nie słyszałem o rachowaniu... Pamiętam, że czasem w bajkach postacie mówiły "porachuję Ci wszystkie kości". Swoją drogą, krąży po internecie taka plotko-anegdota niby ktoś napisał do profesora Miodka zapytując, czy zwrot "porachuje" jest poprawny. Profesor odpisał, że jak najbardziej, ale kulturalniej jest powiedzieć "już czas Panowie". Taki to podobno jest z niego kawalarz. Żartowniś. Trefniś. Mam nadzieję, że to ostatnie to synonim dwóch poprzednich. Albo mówiąc inaczej, że zakresy znaczeń tych trzech wyrazów pokrywają się wzajemnie. I będą takie małe wyraziki. Z tego pokrywania. Dla ludzi, którzy zgubili mój tok myślenia, pokrywa się czasem krowy, owce, świnie, klacze. Żeby miały potomstwo. Żeby mieć mięso, konia, wełnę, więcej wełny, albo kebab. Z baraniny. Albo Kibyny. Też są z baraniny. Takie karaimskie pierożki. Chyba smaruje się je bulionem, a na pewno przed hipotetycznym usmarowaniem bulionem robi się w nich taką małą dziurkę na wierzchu, a po obu tych czynnościach piecze się je. Od tej dziurki z tego co pamiętam pochodzi nazwa. Ciasto drożdżowe, całkiem smaczne, ale ja jadłem z wieprzowiny. Ponoć to coraz popularniejsze. Pewnie, któraś z restauracji z kuchnią kresową, a jest takich kilka w Krakowie je serwuje. To możecie skonfrontować zdanie z rzeczywistością i sprawdzić czy to prawda. Ostatnio na zajęciach z filozofii(ale to hipsterskie) dyskutowałem(liśmy?) o tym, że kiedyś z "nośnik" prawdy uznawano zgodność myśli z rzeczywistością, a teraz się mówi o zgodności zdania z rzeczywistością. Czemu nagle przestaliśmy cenić myśl jako nośnik prawdy? Bo nie zostały wypowiedziane, a co za tym idzie nie można tego sprawdzić, bo nie umiemy czytać sobie w myślach? Bo jedno mówisz, ale pomyśleć możesz coś zupełnie innego? Niby jest to jakiś wyznacznik, ale czemu nagle przestaliśmy sobie tak po prostu ufać i wszystko musimy sprawdzać? Rozumiem krytycyzm i empirię, ale... Może po prostu myśl jest cicha i nie wiadomo co ktoś myśli? Sprowadza się to trochę do braku możliwości sprawdzenia myśli, bo jak już mówiłem nie umiemy czytać naszych myśli nawzajem. Myśli często są prawdziwsze od zdań, bo sami na pewno widzicie, że czasem nawet bardziej myślicie to co chcecie niż to mówicie, bo presja społeczeństwa jest tak silna, że chcąc się utrzymać w nawiasie(jakby to co było w nawiasie było nie ważne)społeczeństwa musicie powiedzieć, coś co jest wbrew wam. Musicie konformizować. Wypadałoby już chyba użyć zwrotu "konkludując", albo "kończąc", tylko nie wiem za bardzo jak. To napiszę: Ia! Ia! Cthulu fthagn!

niedziela, 28 października 2012

Sportowe rozliczenia.

IO! IO! IO! Jakie zwierzę tak robi?
Oczywiście macie rację - osioł. Troszkę zapóźniony temat, ale miejmy nadzieję- w miarę obiektywnie, mianowicie tak. Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w 1974, Wembley. Nie... Jeszcze nie. Igrzyska Olimpijskie - tak. Wielka feta, ale nie ta, która cieszy większość rockmanów i gwiazd hip-hopu. Święto. Nie mam też na myśli tego greckiego sera, bo nie wiem jak się go robi. Swoją drogą przypomina trochę mozarellę, ale chyba czymś się różni. Czymś po za nazwą oczywiście. 205 krajów z całego świata ile ich jeszcze jest, nie mam pojęcia. Ale obstawiam przynajmniej ze 300. Zacznijmy od początku, czyli ceremonii otwarcia. Była bardzo brytyjska. Z klasą i pompą. Pokazali się z możliwie najlepszej strony, ale co mówiła opinia świata? Nic nie powiedzieli o zbrodniach kolonizacji... Ale jednocześnie wyglądało to jakby cała literatura dziecięce była brytyjska i jakby cały światowy postęp zależał od nich. A przynajmniej od którejś z ich kolonii. W końcu mieli w pewnym okresie ćwiartkę świata, a pojedynczemu człowiekowi czasem ciężko ćwiartkę pizzy zjeść. Oni ćwiartkę świata mieli. Oczywiście szpanowali nie tylko literaturą, ale też i wkładem w popkulturę, nie zapominajmy jednak, że Anglików nie lubimy, odwrócili się od jedynie słusznej wiary katolickiej, wygrali z nami na Wembley, mimo, że mecz powinien być przerwany przez kałuże(chcieliśmy im zrobić chyba to samo na narodowym) i oczywiście popełniali zbrodnie w koloniach(pokażcie mi kraj, który wchodzi na terytorium innego i jest grzeczny i nie gwałci ani nic) tak czy siak oczywiście był Rowan Atkinson, grający świetny koncert i James Bond skakał na spadochronie z Królową Matką(błąd, skakał z Królową Elżbietą II, a przynajmniej kimś za nią przebranym, Królowa Matka to jej matka). Bo gdybyśmy my organizowali IO to byłoby normalnie po bożemu, msza i nie ważne, że byłyby tam reprezentacje z kilku krajów o odmiennych poglądach i przemówienie prezydenta i pielgrzymka i martyrologia z malutkimi kawałkami zbrodni
smoleńsko-katyńskiej ućkanej jak rodzynki w serniku(nie wiadomo po co i na co komu) zwłaszcza i znicz olimpijski wyglądałby jak wielki stos(dobrze, że nie książek), choć na tych IO znicz był bardzo według idei olimpijskiej. Pamiętacie, każda reprezentacja miała część znicza, która dopiero po złożeniu w cały znicz została podpalona, bardzo w idei olimpijskiej, ale nadal ich nie lubimy, bo są źli(powody już podałem). Udało nam się zdobyć zamierzone 10 medali, choć z pewnymi problemami. Za to naszym paraolimpijczykom(pozdrawiamy Pana Mikke) udało się zdobyć 31. I co to znaczy? Że nasi uszkodzeni są i tak bardziej chętni i zdolni do walki niż Ci pełni. Może tak być, może być też tak, że nasi olimpijczycy mieli gorszą bazę szkoleniową niż Ci z innych krajów. Czyli Paraolimpijczycy mają lepszą? Równie możliwe jak to, że kiedyś się zdekomunizujemy. Albo raczej kiedy się zdekomunizujemy nasi sportowcy będą mieć normalną bazę szkoleniową, ale czy naprawdę jest tak źle? Czy naprawdę nadal nie jesteśmy zdekomunizowani? Nikt od dawna nie podniósł tego tematu, więc może się zdekomunizowaliśmy... Wracając do sportu, to przez moje ambiwalentne podejście do letnich IO nie oglądałem ceremonii zamknięcia. Ale nasi piłkarze dokonali przełomu, po raz pierwszy w historii...Przegrali z Estonią. Dobrze, że teraz jesteśmy na dobrej drodze, bo za niedługo zastanawialibyśmy się, czy uda nam się "wcisnąć" 1:0 z San Marino. Wiecie co...Ta notka jak ją zaczynałem pisać jakoś po IO miała być pomstą i tragizmem, a teraz po tym całym czasie okazuje się, jesteśmy w stanie pokazać coś w piłce nożnej. Co prawda nie zamknęliśmy dachu i nam stadion zamieniło w basen, ale powtórzyliśmy wynik z...Wembley. 1:1. I idziemy w dobrym kierunku. Czas pokaże, czy uda nam się go dłużej utrzymać.

wtorek, 17 lipca 2012

O otaczającym nas świecie.

Miała niby być o czymś innym, ale doszedłem do wniosku, że nie wiem, czy jestem w stanie podejść do tamtego tematu odpowiednio dorośle, bo nie chcę skończyć jak Wojewódzki, bo przecież samochód za 300tys, to jest fatalny koniec dla każdego człowieka. A tak naprawdę, to nie chcę być zaszufladkowany jako klaun i kretyn.

Tak się przyglądam naszemu "najlepszemu ze światów" i dochodzę do wniosku, że jeśli ten jest najlepszy, to ja wysiadam, bo coś tu jest wyraźnie nie ten tego. A może właśnie za bardzo "TEN TEGO(wiadomo co robi), mężczyźni się jakoś dziwnie ostatnio ubierają. Kiedyś widziałem dwie fajne laski idące przede mną, ale okazało się, że mają brody, tylko nie było wtedy w mieście żadnego objazdowego cyrku, a szkoda, za takie "okazy" dostałbym trochę. Ale będąc poważnym od kiedy płcie zamieniły się rolami społecznymi? Teraz homoseksualiści chcący "męskiej drugiej połówki", spokojnie mogą zostać hetero. Co mówiąc szczerze nie jest to najlepsza perspektywa, bo już nie wspominam o tym, że każdy z nich rozumie kobiety tysiąc razy lepiej, niż jakikolwiek "heteryk" zrozumie, ale to po za tym będzie też czysto liczbowo większa konkurencja. A tak po za tym, to źle się dzieje w państwie Duńskim(chciałbym, żeby to faktycznie chodziło o Danię), tą która rozciąga się między Odrą, a Bugiem, i między Bałtykiem, a Sudetami i Karpatami, wiecie o co mi chodzi? Dla co mniej domyślnych piszę. O, głód, ubóstwo, emigrację, korupcję i mobbing? Chyba tak się to nazywa...Chyba tyle. Dobra, zacznijmy od końca, bo tak lubię. Afera w PSLu, posłowie PiSu twierdzą, że było o tym publicznie wiadomo już przed euro, ale dla przeciętnego zjadacza informacji, stało się to wiadome dopiero teraz. Możliwym też jest, że Sawicki był zbyt popularny na tyle, że było o nim cicho, czyli pewno robił dobrą robotę, bo nasze media, też nie mówią o niczym dopóki dobrze to działa. Tak czy siak mógł być zbyt popularny i został delikatnie zmuszony, do odejścia, bo zagrażał pozycji aktualnego szefa partii, co mogłoby się skończyć swoistą "odwilżą" w tym dość zamkniętym światku. To go też nie do końca dotyczyło, ale uniósł się honorem i wziął całą odpowiedzialność za swoich mniej lub bardziej bezpośrednich podwładnych na siebie, postawa godna pochwały, ale może jeśli robił dobrą robotę, to premier nie powinien przyjmować jego rezygnacji. Choć, to może zmienić całą scenę polityczną w Polsce, bo PSL jest na tyle mała, że nikt się z nimi nie będzie za bardzo liczył, a jednocześnie, na tyle duzi, że wyrabiają tą przewagę konieczną do w miarę stabilnego rządzenia, a jak teraz będzie taka chryja to ludzie zapamiętają i może się to nie wyrobić w progu wyborczym, co spowoduje zupełnie inne układy i stosunki między partiami. Choć z drugiej strony do wyborów jeszcze czas całkiem spory, ze dwa lata, to ludzie zapomną. Dziwna sprawa z tym wszystkim. Co teraz? Korupcja, ona jest wszędzie, tylko u nas jest po prostu, w innych krajach ona mam białe rękawiczki, to przynajmniej tyle dobrze, że nasi nie maskują tego bardziej niż to przyzwoite, o ile można w tym wypadku mówić o jakiejś przyzwoitości, najgorsze jest to, że nie dziwię się temu zjawisku, bo jest całkowicie zrozumiałe, ktoś chce coś przepchnąć mimo pewnych niezgodności, a ktoś inny woli dobro swoje ponad społeczne. Instynkt samozachowawczy i nic więcej. Tylko oni nie biorą jednej rzeczy pod uwagę, że jeśli oni tak będą ciągle robić, to w końcu całe państwo pierdolnie i już nie będzie dobra społecznego, nad które możnaby własne przedkładać. Po za tym korupcja jest rozwiązaniem krótkofalowym, a one zawsze są skazane na porażkę. Po za tym to powoduje myślenie typu "bez kasy nic tu nie załatwię, jadę gdzieś gdzie jest lepiej"-emigrację, bo po co siedzieć tutaj, jak można wyjechać gdzieś gdzie cenią człowieka. Mam w rodzinie tokarza, tutaj zarabiał 1200 złotych, chyba już na rękę i mieszkał kątem u rodziny, wyjechał do Irlandii i mimo kryzysu nadal dobrze zarabia i kończy budować dom, ożenił się i ma synka. I znowu jest to zrozumiałe, nikt nie chce robić za bez cen, bo mu się to nie uśmiecha, po prostu. No, chyba, że są ludzie, którzy nie chcą z tych czy innych przyczyn wyjeżdżać, to dochodzimy wtedy do następnego problemu, biedy, bo jak tu zarobić coś jak wszystko trzeba załatwiać z kopertą w ręce, co totalnie blokuje możliwość rozwoju co biedniejszych z nas, bo najpierw trzeba mieć na ten nie do końca legalny wkład własny, a dopiero potem można ciągnąć zyski. Oczywiście trochę tą korupcję wyolbrzymiam, ale też często zamiast korupcji trzeba mieć po prostu znajomości "plecy", czy jak tam to zwał, dopóki nie zmienimy naszej mentalności to tak będzie. Choć z drugiej strony poprawność polityczna i strach przed posądzeniem o rasizm są równie straszne, bo w sytuacji, gdzie mamy trzech kandydatów na jedno miejsce w firmie i jest to Jan Kowalski, który jest najlepiej wykształcony z największymi kwalifikacjami i doświadczeniem na podobnym stanowisku, Marek Włóżmitu, o mniejszych kwalifikacjach, ale homoseksualista i Ubuntu M'famwe, o podobnych do marka kwalifikacjach, ale z czarnego lądu, jak myślicie kto dostanie tą robotę? Na pewno nie Jan. Choć, jeśli chcemy zwalczać rasizm, to nie powinniśmy tworzyć nadużywanych narzędzi zwalczania domniemanych szkód, a pracować nad zmianą postrzegania ludzi odmiennego koloru skóry i ich też trzeba kopnąć, żeby się rozwijali, a nie tylko grozili pozwaniem o rasizm w razie nie przyjęcia. Nawet papier toaletowy wie, że żeby żyć trzeba się rozwijać. A jak nie ma komu robić to jesteśmy głodni, bo nie dostał się do firmy przez brak pleców, albo został wygryziony przez kogoś o walorach specjalnych. A mnie mówiąc szczerze kij obchodzi jak ktoś wygląda, czy co robi w sypialni, liczy się wiedza i inteligencja. Tylko i wyłącznie. Niestety sporo ludzi woli iść na łatwiznę i szantażować pozwami o dyskryminację. Właśnie szantaż. Coś jak korupcja, ale pieniądze, czy inne korzyści płyną w drugą stronę. I znowu wszystko się sprowadza do ludzkiej mentalności. Dlaczego wolimy pójść na łatwiznę, skoro coś zdobyte w trudzie smakuje o wiele lepiej. Nie wiem, ja wolę się męczyć więc pewno zobaczycie mnie na kasie w Tesco, albo na chodniku, rzućcie coś czasem.

niedziela, 8 lipca 2012

Po EUROpejskie rozliczenia.

Z czym pytacie? Z historią, a z czym innym Polacy mogliby się rozliczać? Chyba nie z ZUSem, Fiskusem, albo Urzędem Skarbowym. Z tym jeszcze długo się nie rozliczymy, swoją drogą ostatnio gdzieś natrafiłem na cytat z Prachetta dokładnie nie pamiętam, tak czy siak chodziło mniej więcej o to, że któraś z nacji zamyka swoich polityków w więzieniach od razu po ich wybraniu, ponieważ bardzo ułatwia im to egzystencję, tylko kto wtedy rządzi? Czy są "anarcho-syndykalistyczną komuną"? Tylko po co wtedy wybierać polityków? Dobra, potrułem teraz czas przejść do innych rzeczy. Ostatnio media rozpisują się o nazwijmy to przedefiniowywaniem definicji patriotyzmu. Według nich przestaje to być pojęcie wiążące się tylko i wyłącznie z kolejnymi klęskami powstańców i martyrologią, ale zaczynamy pozbywać się naszych wszelakich kompleksów na tle "wyposażenia"(podtekst seksualny), gospodarki i stylu życia, przestajemy się czuć jak postkomunistyczny kraik na końcu świata, wracamy samopoczuciem narodowym może gdzieś w okolice Rzeczpospolitej Obojga Narodów, zanim zaczęło się wszystko psuć. Ale my to my i fajnie, że zaczynamy zdejmować tą dość niewygodną Gębę zadupia, a ile minie zanim reszta świata zobaczy, że znowu mamy śmieszny renesansowy kapelusz z piórem to chwila minie. Ostatnio szedłem koło Auditorium Maximum i ktoś mnie spytał po angielsku, gdzie tu można kupić wodę. Odpowiedziałem mu, że ma tu w okolicy trzy sklepy, i że i tak idę w tamtą stronę to go podprowadzę. Zapytał mnie skąd jestem i był bardzo zdziwiony gdy usłyszał, że jestem z Polski, bo przecież mało kto w tym kraju mówi po angielsku. Kij, że jest to język, którego spora część z młodych uczy się od wczesnej podstawówki, a ostatnio nawet i przedszkola. Był bardzo zdziwiony również tym, że uczę się tego języka od podstawówki. Ale dość już o mnie. Porozmawiajmy o Nas. Podobam się wam? A tak na serio, zanim na dobre przestaniemy czuć się gorsi "bo na zachodzie jest lepiej", to minie jeszcze wiele pokoleń, nawet jeśli to EURO coś odmieniło, to obcokrajowcom też wiele trzeba będzie czasu, zanim zaczną dopuszczać do siebie cokolwiek innego o nas niż stereotyp zamknięty w kawale "Dlaczego Rosjanie kradną w Niemczech dwa samochody? Bo wracają przez Polskę" I tu już nie tylko my jesteśmy straszni, ale i nasi wschodni sąsiedzi, którzy też nie są tacy straszni. Mieliśmy trochę zatargów między sobą, ale bywało też między nami dobrze i nie mam na myśli tylko tego przez co większość ma takie kompleksy na punkcie naszego narodowego wyposażenia, a mianowicie(wiem, że czekacie na to słowo) KOMUNY! Choć mówiąc szczerze nie mogę sobie przypomnieć niczego co by moją teorią potwierdzało, może to wina mojej pamięci, może systemu edukacji, a może faktycznie nigdy nie mieliśmy z Rosjanami dobrych stosunków od momentu rozejścia się dróg Trzech Braci. Ale z Niemcami miewaliśmy dobre stosunki, to i z Rosjanami powinniśmy takowe miewać. Tak czy siak nie mówię, że stereotypy są złe, bo sam się nimi kieruję, ale jednocześnie podchodzę do nich z dużym dystansem, bo znam stereotypy o Nas i wiem, że nie wszystkie są prawdziwe. Nie wiem czy słyszeliście/pamiętacie jak to do Australii trafił popularny w Polsce Drink: Spirytus Rektyfikowany. Wątpię, żeby ktokolwiek był w stanie ot, tak sobie popijać 98% procentowy alkohol. Z resztą do wszystkiego trzeba mieć dystans, bo inaczej traci się jakiś szerszy ogląd sytuacji i w ogóle jest kiepawo. Myślę, że sporo naszych polityków straciło do siebie dystans, nie tylko do siebie, do świata, do "wagi" własnego zajęcia. A może ja mam za niskie mniemanie o ich zajęciu. Z jednej strony wiem, że to dzięki nim to jeszcze się nie rozpadło, z drugiej nie wyglądają na przemęczających się. Może gdyby jeden z drugim czasem popatrzyli co jeden z drugim kabareciarze o nich mówią to wyszło bym im na zdrowie. Myślę, że ostatnio za mało śmiejemy się z siebie. Co do tego co mówili wszystkim znani panowie w radiu odnośnie dziewczyn z Ukrainy zarabiających u nas jako sprzątające, to mam dwie kwestie, dopóki nie mówił o gwałcie to by przeszło, tu już według mnie przeciągnął strunę zabawy stereotypem "Polaczka", bo żaden z tych obśmiewanych przez nich "Polaczków" nie posunąłby się do posunięcia żadnej z tych dziewczyn, możliwe, że poniżali by je słownie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że nam brak odwagi, my czujemy się silni w grupach, jak każdy. Tylko nieliczni są pewni siebie nawet bez niczyjego wsparcia. A jak jest ze mną? Nie wiem, czasem dobrze się czuję w samotności, a czasem jestem człowiekiem, który potrzebuje innych ludzi, żeby im udowodnić, że ich nie potrzebuje. Jak to ładnie napisał kiedyś Prachett.

sobota, 30 czerwca 2012

Różne myśli mi się błąkają po głowie.

Tak mi się przypomniało jak znajomy wspominał, że był na marszu z okazji 11 XI rok temu (jest w jednej z tych trzyliterowych organizacji) i wspominał, że w grupie tej prawicowej organizacji zdarzyli się prowokatorzy, z którejś z lewicowych organizacji o równie radykalnym podejściu do sprawy. I tu moje pytanie "po co"? Tak bardzo chcą pokazać jaka ta organizacja jest zła? Jeśli faktycznie im tak na tym zależ to zrobiliby to grając otwarte karty, jakąś teczkę wyciągnęli(tak po prostu, po polsku), albo cokolwiek, a nie tak jak podobno SB robiło przy okazji marszów Solidarności. Przez to porównanie troszkę odwraca się optyka patrzenia. Co nie? Mówi się, że osoby o prawicowych poglądach są mniej inteligentne, ale ile jest w tym propagandy, żeby odciągnąć ludzi na lewą stronę? Bo przecież nikt nie chce być w tych "mniej inteligentnych", przynajmniej z tych, którzy mają poglądy na pokaz, a nie dla siebie. Podobno prawicowcy w ten sposób zaspokajają "poczucie bezpieczeństwa", i znam kilka przypadków, w których tak faktycznie jest, ale jest to poczucie płonne i obecne tylko jeśli mają przewagę liczebną i mogą się większą grupą nad nim słownie pastwić. Choć z drugiej strony to lewica oferuje większy "socjal" i to lewica takimi durnymi prowokacjami podbija sobie samoocenę. Tak mi się teraz pomyślało, że to co pisałem o pastwieniu się słownym, występuje pewno po obu stronach politycznej barykady, bo zawsze się znajdzie, ktoś kogo poglądy są na pokaz i nie potrafi stolerować tego, że ktoś ma inne poglądy. Dlaczego nie mogą uznać, że "my to lewica, oni to prawica, i i my i oni jesteśmy potrzebni", spróbujcie zjeść obiad tylko jedną ręką, wszystko jest bardzo trudne, albo i niemożliwe do zrobienia, tylko jedną ręką. Nawet myszkę trzeba przecież trzymać, żeby w razie czego szybko wyłączyć, dobrze wiecie o czym mówię. Wracając do tematu, we wszystkim potrzebna jest równowaga, w kosmosie, w przyrodzie i w tym burdelu zwanym polityką. Tylko dlaczego tak nie jest? Nie wiem, ale mam nadzieję, że kiedyś tak będzie. Choć jak mówi "Voluspa":"Wszystko jest łatwe w domu", tylko czy tak trudnym jest bycie wyrozumiałym i tolerancyjnym? Odpowiedź na to pytanie zostawiam wam.

środa, 13 czerwca 2012

O euro.

Euro, euro, sreuro kurwa! Już mi się delikatnie mówiąc to wszystko uszami wylewa. Rozumiem, że sejm przestał pracować na te 35 dni? Na pewno coś przepychają tylko obudzimy się jak zwykle z ręką w nocniku. Wiem, że to wielkie wydarzenie sportowe, ale no ile można. Choć z drugiej strony gdyby nie euro pewno bylibyśmy zasypywani doniesieniami o kolejnej "pandemii" grypy jakiegoś zwierzęcia. Czekam na Warszaw...Pfu! Łosiową grypę. Objawami będą wydęte wargi nie chęć do mięsa i poruszanie się na czterech kończynach. A po euro już wiem co będzie głównym tematem wiadomości. Problemy finansowe stadionów. W Krakowie już jest z tym problem, bo miasto praktycznie wcale nie ma kasy, a oba stadiony mają status miejskich. Jesteśmy jedynym tak podzielonym miastem. Podzielonie-zjednoczonym, bo żadna drużyna nie czuje się pokrzywdzona, a może nie tyle drużyna, co kibice i działacze, bo piłkarzy to raczej nie obchodzi, oni nie są przywiązani do stadionu jakoś bardzo. Jesteśmy miastem z rozdwojeniem jaźni. I po co? Ładny stadion jest za mały, a ten większy jest w opłakanym stanie i nic innego niż mecze się tam nie da przeprowadzić. Z resztą kto to widział stadion bez trybun na narożnikach korony, tak się tą część nad murawą chyba nazywa. A nasz koszyk Narodowy potrzebuje 70 koncertów Madonny(niestety dokładna suma ginie w mrokach internetu) rocznie, żeby wyjść na zero z kosztami utrzymania. Po co? A najlepsze, że podobno są nie u nas, ale jednak droższe stadiony. Nawet porządnej masakry nie można na tym Stadium zrobić. I to potrzeba tych 70 koncertów Madonny chyba abstrahując od potężnej powierzchni konferencyjnej i gastronomicznej jaka jest na terenie. Także Euro spoko, ale co potem?

niedziela, 3 czerwca 2012

Po pokazie słów kilka.

Napisałem po Sonisphere, to czemu by też nie teraz. Adrenalina zeszła, ogólnie odpocząłem to mogę coś skrobnąć.Pokaz się bardzo udał, bufet był świetny i tylko jedna myśl mnie męczy dlaczego to my wypełniacz czasu między jedną a drugą połową meczu piłki nożnej zgromadziliśmy największą widownię? Może przez egzotykę pokazu, banda w dziwnych strojach robiąca dokładnie to samo co można zobaczyć na dowolnej wiejskiej dyskotece-okładają się bez ładu i składu jak popadnie, to co na osiedlu, czy dyskotece jest straszne, bo jeszcze można oberwać na takim pokazie jest zachwycające i wręcz pociągające, bo po pierwsze nie ma szansy na oberwanie, a po drugie to może jest to podobny mechanizm, który ciągnął ludzi ku arenom walk Gladiatorów tylko teraz jesteśmy bardziej kulturalni, mniej rozkochani w widoku krwi i wystarczy nam tępa broń. Z resztą to był pokaz na dzień dziecka i głównie wśród nich zrobiliśmy furorę, po prostu coś niesamowitego. To było naprawdę miłe uczucie pomijając, że w tej beczce miodu jest trochę dziegciu w postaci dzieciaków, które nie zostały nauczone kultury i biorą bez pytania, albo nie chcą oddać. Ogólnie czuję się bardzo dobrze po tym pokazie, bo miło było zobaczyć te wszystkie uśmiechnięte dzieciaki.


P.S.
Notkę w piątek też dostaniecie. Czekam na jakieś sugestie odnośnie tematu następnej notki.