Mam sesję... Więc zamiast uczyć się, siedzę i piszę coraz to lepsze, w mojej opinii przynajmniej, notki. I kolejny temat, który mi wpadł do głowy to moje studia właśnie. Bo to z jednej strony jest proces zdobywania wiedzy, rozwijania się intelektualnego człowieka. A z drugiej jednak jest to ciąg relacji studentów między sobą, oraz studentów z wykładowcami. Jest to też proces przekazywania wiedzy przez wykładowców. I jak to wygląda od ich strony?
Rzadko patrzymy na rzeczy z perspektywy tej drugiej osoby. Drugiego końca patyczka, bo każdy ma dwa końce. W najbliższym spojrzeniu, bo potem się okazuje, że każdy koniec rozgałęzia się na milion patyczków.
Wracając.
Spojrzenie z perspektywy drugiej osoby jest jednym z najbardziej otwierających doświadczeń jakie zdarzyło mi się przeżyć i przeżywać wciąż, bo cały czas staram się patrzeć też od drugiej strony. Można wtedy odkryć, że wcale nie jesteśmy tak bardzo różni, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Chcecie przykładów? Proszę. Dowód nr 1.
I my i wykładowcy udowadniamy jak wiele można zrobić w przeciągu nocy. Ale o ile studenci przyznają się do tego i wręcz czynią z tego pewne osiągnięcie, o tyle wykładowcy cały czas twierdzą, że "Oczywiście, że umiemy zarządzać czasem, jesteśmy poważnymi wykładowcami akademickimi"... Ta, jasne. A ja potrafię zrobić jajka na miękko. Nigdy mi nie wyszły. Czasem tylko białko wychodzi przez skorupkę, która nagle postanowi pęknąć w połowie gotowania. Nigdy tego nie zrozumiem, a żaden z magicznych sposobów nie działa.
To mały dowód? O, wy małej wiary. Już podaję kolejny. Ja osobiście zawsze byłem postrzegany za osobnika dość obok wszystkich innych ludzi i grup. Ale tak jak też inni, Ci bardziej społeczni, lubię spędzać czas wśród ludzi, tylko siedzę na tyle daleko, że nie czujesz kebaba, którego zjadłem w przerwie między jednym piwem, a drugim. Bardziej przekonani? Mam nadzieję, bo nie mam siły myśleć nad kolejnymi przykładami, nie są one też w tym wszystkim najważniejsze, ponieważ trochę odciągają od głównej myśli przewodniej. Ostatnio czytałem o tym u mojego ulubionego, dawno już nie wpisywanego w tagi, Immanuela Kanta.
Napisałem, że studiowanie jest sposobem na rozwój intelektualny dla studenta. Może ma to też taki efekt dla wykładającego dane zagadnienie? Czasem student wyjdzie z wyjątkowo ciekawą obserwacją, albo błyskotliwą syntezą dwóch pozornie przeciwstawnych sobie poglądów. Wtedy wykładowca musi choćby na chwilę dogonić myślami studenta i może nawet pójść krok dalej, więc tym razem student musi gonić. I mogą tak skakać o te dwa kroczki bardzo długo, albo krótko. W zależności od ich inteligencji i wiedzy. Tak samo przy rozmowie ze znajomymi. Choć tu jeszcze dochodzi do głosu pierwiastek relacji, czy przyjaźni. Jeśli ktoś kogoś wyprzedzi, a druga osoba nie będzie już miała jak dogonić, może to wywołać frustrację i w drugiej osobie wzbudzić poczucie tak naprawdę absolutnie nie uzasadnionej niższości, bo co z tego, że ktoś nie dał rady w tym intelektualnym berku na podwórku tego jednego zagadnienia? Są pola gdzie role by się odwróciły, choć ważnym jest próbować możliwie długo tę zabawę w berka uprawiać.
Ludzie często starają się pokazać, że są od kogoś lepsi. Tutaj zaczyna się patyczek nazwany konfliktem między kultem jednostki, a kolektywizmem, ale to zostawmy na kiedy indziej.
https://www.facebook.com/Lord-Tytus-Mandarynka-449225425101644/
https://www.youtube.com/user/LordTytusMandarynka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kant. Pokaż wszystkie posty
sobota, 11 czerwca 2016
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Pisany vlog numer któryś z kolei.
Znów podziało się wiele w moim życiu kilka rzeczy, które niby nic nie znaczy, a jednak czuję że wywarły na mnie wpływ. Pierwszą z nich jest pogawędka ze starszą Panią na przystanku, czekając na coś co zabierze do cywilizacji. Rozmowa absolutnie nie toczyła się na jakieś niezwykłe tematy. Ot, pogoda, staż mieszkania na wsi, Pani opowiadała na o swoich wnukach i synu. Mój środek lokomocji pojawił się pierwszy na przystanku, więc pożegnałem się z Panią, ona mi zaś odparła, że było jej niezmiernie miło i teraz rzadko spotyka się młodego człowiek, który ma siłę i chęć ot tak pogawędzić stojąc na przystanku. A przecież to nie było wiele.
Wokalistka zespołu "The Dresden Dolls", Amanda Palmer pracowała kiedyś jako mim i wyjątkową wartość mają dla niej od tamtego czasu losowe akty bliskości i miłego zachowania(aż chce się napisać miłości, tłumacząc angielskie "kindness") między nią i kiedyś przechodniami, a aktualnie fanami na koncertach. Zaczęło się to wręczeniem jej przez fana przed koncertem biletu dziesięciodolarowego z jednoczesnym wyznaniem, że wypalił jej płytę od kolegi, ale nie chciał się dokładać korporacji, a tylko jej. Jest to przytoczone przeze mnie w bardzo wielkim skrócie, pełna wersja jest jej przemówieniem na TEDzie pod tytułem: "The Art of asking", jest dostępny również z polskimi napisami.
Byłem na dniach na MeetYt4 w Krakowie. Niby jest to coś podobnego, a jednak zasadniczo odmiennego. Aż chce się przywołać teorię poznania Immanuela Kanta, który twierdził, iż człowiek poznaje przedmioty zmysłami, zaś w jego umyśle tkwią wyobrażenia o rzeczach, te zaś mogą być bardzo różne od poznawanego fenomenu. Ponieważ liczyłem na to, że uda mi się poznać ludzi, których oglądam, którym poświęcam czas, bo zdali mi się być fajnymi ludźmi i mając możliwość, chciałbym zobaczyć, czy ten ideał sięgnie bruku, czy jednak pozostanie w chmurach. Dakannowi udało się uchronić ten fortepian od roztrzaskania się o grunt. Ale on zawsze był wyjątkowo szczery w swoim byciu przed publicznością. Zawsze był dość mocno ironiczny i szczery, czy mówiąc ładniej sardoniczny więc nie wiele było do obrony, bo skoro dał się poznać w internecie jako taki ironista, gdzie o wiele dokładniej można pilnować wizerunku, to czemu w prawdziwym życiu miałby być inny? Chciałem napisać lepszy, ale tak właściwie co jest złego w jego jestestwie? Spotkałem również Macieja Dąbrowskiego, czyli popularnego "Człowieka Wargę", z kanału "Z Dupy", z nim niestety zamieniłem jedynie kilka słów na temat muzyki Iron Maiden, bo byłem w bluzie tegoż zespołu, jego stoisko było tak obstawione, że to był jedyny czas jaki mi poświęcił, po za kilkoma sekundami na wspólne zdjęcie, które gdzieś spoczywa w pamięci telefonu, jednak nie na tym mi zależało, a właśnie na poznaniu człowieka, na oglądaniu filmów którego spędzam czas. I tak mogę się czuć wyróżniony, ponieważ w ogóle zamienił ze mną kilka słów. Spotkałem jeszcze Kolegę Ignacego, od którego wziąłem autograf i liczyłem na choćby chwilę rozmowy, ale obsiadł go tłum i nie było jak. Tak właściwie to tyle. Może jeszcze trochę myśli o sławie, ale one już wszystkie są zawarte w notce o sławie, notka pod tytułem:"Problemy sławy w dobie cyfryzacji". Miało być pięknie-ładnie, a wyszło nic szczególnego. Mogło być gorzej, ale Dakann uratował dzień. Ostatnią małą sprawą o wielkim wpływie jest zwyczajne pudełko suchych pasteli, które dała mi moja dziewczyna. Zrobiłem tym jedynie kilka wyjątkowo małych i miernych rysunków, jednak mimo ich mierności wyglądają całkiem przyjemnie dla oka. Chciałbym więcej nimi rysować, ale trochę nie mam czasu. To znowu nie są jakieś niesamowite rzeczy, ale kiedy człowiek zacznie znajdować wartość w nawet takich drobiazgach jego życie mocno się odmienia. A przynajmniej moje się odmieniło.
https://www.facebook.com/Lord-Tytus-Mandarynka-449225425101644/
Wokalistka zespołu "The Dresden Dolls", Amanda Palmer pracowała kiedyś jako mim i wyjątkową wartość mają dla niej od tamtego czasu losowe akty bliskości i miłego zachowania(aż chce się napisać miłości, tłumacząc angielskie "kindness") między nią i kiedyś przechodniami, a aktualnie fanami na koncertach. Zaczęło się to wręczeniem jej przez fana przed koncertem biletu dziesięciodolarowego z jednoczesnym wyznaniem, że wypalił jej płytę od kolegi, ale nie chciał się dokładać korporacji, a tylko jej. Jest to przytoczone przeze mnie w bardzo wielkim skrócie, pełna wersja jest jej przemówieniem na TEDzie pod tytułem: "The Art of asking", jest dostępny również z polskimi napisami.
Byłem na dniach na MeetYt4 w Krakowie. Niby jest to coś podobnego, a jednak zasadniczo odmiennego. Aż chce się przywołać teorię poznania Immanuela Kanta, który twierdził, iż człowiek poznaje przedmioty zmysłami, zaś w jego umyśle tkwią wyobrażenia o rzeczach, te zaś mogą być bardzo różne od poznawanego fenomenu. Ponieważ liczyłem na to, że uda mi się poznać ludzi, których oglądam, którym poświęcam czas, bo zdali mi się być fajnymi ludźmi i mając możliwość, chciałbym zobaczyć, czy ten ideał sięgnie bruku, czy jednak pozostanie w chmurach. Dakannowi udało się uchronić ten fortepian od roztrzaskania się o grunt. Ale on zawsze był wyjątkowo szczery w swoim byciu przed publicznością. Zawsze był dość mocno ironiczny i szczery, czy mówiąc ładniej sardoniczny więc nie wiele było do obrony, bo skoro dał się poznać w internecie jako taki ironista, gdzie o wiele dokładniej można pilnować wizerunku, to czemu w prawdziwym życiu miałby być inny? Chciałem napisać lepszy, ale tak właściwie co jest złego w jego jestestwie? Spotkałem również Macieja Dąbrowskiego, czyli popularnego "Człowieka Wargę", z kanału "Z Dupy", z nim niestety zamieniłem jedynie kilka słów na temat muzyki Iron Maiden, bo byłem w bluzie tegoż zespołu, jego stoisko było tak obstawione, że to był jedyny czas jaki mi poświęcił, po za kilkoma sekundami na wspólne zdjęcie, które gdzieś spoczywa w pamięci telefonu, jednak nie na tym mi zależało, a właśnie na poznaniu człowieka, na oglądaniu filmów którego spędzam czas. I tak mogę się czuć wyróżniony, ponieważ w ogóle zamienił ze mną kilka słów. Spotkałem jeszcze Kolegę Ignacego, od którego wziąłem autograf i liczyłem na choćby chwilę rozmowy, ale obsiadł go tłum i nie było jak. Tak właściwie to tyle. Może jeszcze trochę myśli o sławie, ale one już wszystkie są zawarte w notce o sławie, notka pod tytułem:"Problemy sławy w dobie cyfryzacji". Miało być pięknie-ładnie, a wyszło nic szczególnego. Mogło być gorzej, ale Dakann uratował dzień. Ostatnią małą sprawą o wielkim wpływie jest zwyczajne pudełko suchych pasteli, które dała mi moja dziewczyna. Zrobiłem tym jedynie kilka wyjątkowo małych i miernych rysunków, jednak mimo ich mierności wyglądają całkiem przyjemnie dla oka. Chciałbym więcej nimi rysować, ale trochę nie mam czasu. To znowu nie są jakieś niesamowite rzeczy, ale kiedy człowiek zacznie znajdować wartość w nawet takich drobiazgach jego życie mocno się odmienia. A przynajmniej moje się odmieniło.
https://www.facebook.com/Lord-Tytus-Mandarynka-449225425101644/
Etykiety:
Amanda,
Dakann,
Dąbrowski,
fenomenologia,
Ignacy,
Immanuel,
Iron Maiden,
Kant,
Kolega,
Maciej,
MeetYt,
Palmer,
pastele,
przystanek,
rozmowa,
samodoskonalenie,
TED,
The Dresden Dolls,
treści,
Z Dupy
Subskrybuj:
Posty (Atom)