Dawno nie pisałem nic lżejszego. Przyda mi się, bo błądzenie po takich metafizycznych tematach odrywa od rzeczywistości. I zauważyłem dwie rzeczy, które mi się wryły w pamięć. Otóż czas jakiś temu byłem w Raciborzu, szliśmy ze znajomymi ze sklepu, mija nas matka z dzieckiem. Niby nic szczególnego. Spacerowała w stronę sklepu, z którego wyszliśmy. Pchała wózek dość raźno, ale nie biegnąc. A jednak było to za szybko, bo oto mijając nas jej pociecha powiedziała: "Matko, nie pędź tak." Dziecko miało ze trzy lata maksymalnie, bo później to już raczej dziecko chodzi, a nie jeździ w wózku. Nie wiem, nie pamiętam kiedy przestałem jeździć w wózku. Mały wtedy byłem. Właściwie odkąd pamiętam chodzę na własnych nogach. Ale to nie o mnie tutaj mowa. Kto z was słyszał, żeby trzyletnie dziecko mówiło w taki sposób? Trzylatki fakt faktem, mówią sprawnie, ale żeby używać form, które przez dorosłych zostały zapomniane? A, przynajmniej na pewno nie są używane w mowie potocznej. Gdzie takie formy językowe się uchowały? Może ktoś mu to przeczytał w jakiejś książce? Albo sam przeczytał, bo jest nadzdolny? Może po prostu, któreś z jego rodziców w stosunku do swoich rodziców tak mówi i to podpatrzył? Nie ważne skąd przeniknęła do jego języka ta forma, dobrze to rokuje na przyszłość, jeśli tylko gimnazjum jej nie wyruguje. Bo gimnazja potrafią przenicować człowieka na drugą stronę. Sam chodziłem do takiego, które było do tego zdolne, ale o tym w osobnej notce. Drugim co mnie uderzyło jest znowu dziwny zwrot, choć w trochę mniej zaskakujących okolicznościach. Otóż stoję sobie w busie do Krakowa. Nie miałem wtedy przy sobie słuchawek, więc nie mogłem się odciąć od rzeczywistości muzyką. Pozostało mi więc stanie w upale, pocenie się i słuchanie tego co się dzieje wokół mnie. Słuchałem więc jedynego co było ciekawego. Rozmowy dwóch starszych panów. Najpierw upewniłem się, że nie rozmawiają o niczym czego słuchać nie powinienem, typu problemy zdrowotne, czy też pieniądze. Rozmawiali o dzieciństwie. Obaj panowie byli z rodzin uzdolnionych muzycznie i z muzyki żyjących. W pewnym momencie jeden z panów użył słowa "Tatulko". I to mnie zadziwiło. To jest zwrot, którego w odniesieniu do swojego ojca mógł używać Wokulski, albo dowolny prapradziadek. Ale tego słowa użył pan w wieku lat mniej więcej pięćdziesięciu. To niesamowicie ciekawe, że takie formy językowe wciąż żyją. To również bardzo fajne, bo ożywia to nasz język. Aktualnie wytwarzane formy językowe są nudne, są tak bardzo skupione na wyrażaniu silnych emocji, że już się zużyły i nie niosą w sobie żadnego ładunku emocjonalnego. Profesor Miodek w wywiadzie powiedział kiedyś: "W ogóle dzisiaj jeśli coś nie jest „mocne” lub „masakryczne” to przestaje być atrakcyjne. Żyjemy w czasach, w których wszystko trzeba podkreślić mocnym przymiotnikiem, inaczej jest bezwartościowe.". To już nie chodzi o to, że coś bez tego wzmocnienia jest słabsze, a o to, że w ogóle traci jakiekolwiek znaczenie i wartość. A jednocześnie wszystkie te wzmocnienia są wypowiadane bez jakiegokolwiek, choćby najbardziej ulotnego poczucia mocy tego wzmocnienia. Zdaje się być ten czas, w którym żyjemy przepełniony pustą egzaltacją. Przeżywający każdą najmniejszą rzecz, ale przeżywający powierzchownie. W natłoku informacji zatraciło się ich znaczenie.
https://www.facebook.com/pages/LordTytusMandarynka/449225425101644
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vlog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vlog. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 lipca 2015
Pisany vlog #5
Etykiety:
fenomenologia,
filozofia,
media,
Miodek,
pisanie,
Polska,
profesor,
socjologia,
treści,
Vlog,
vlogi,
wrażenia
poniedziałek, 30 marca 2015
Pisany vlog #3
Ostatnio przy rozmowie ze znajomymi padła kwestia zejścia się jednego z nich z byłą dziewczyną. Rzuciłem wtedy cytatem z Heraklita(powinno się mnie zamknąć za bycie pretensjonalnym), który mówi, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Inny powiedział, że rzeka zawsze jest ta sama tylko woda inna. Kolejny, że co w sytuacji gdy wejdzie się do miski z wodą, a później z niej wyjdzie i wejdzie ponownie. Odparłem na to, że ta woda będzie już inna, bo będzie zawierała choćby te takie śmieszne kulki z luźnych nitek skarpetek, które zawsze się robią między palcami(też tak macie?) i oczywiście luźny naskórek, pot i wszystko inne co do momentu wejścia do miski po raz pierwszy się na nich osadzi. Ogólnie nasza dyskusja stała się mocno oparta na przykładach, dość dosłownie rozumiejąca sens cytatu i to, a także inne podejmowane w jej trakcie aktywności uczyniły jej życie raczej krótkim, ale nie czczym. Ponieważ później rozmawiałem już o !!samej tej rozmowie!!(ważny fakt) z dziewczyną i była ta rozmowa trochę inna. Ponieważ była jakby bardziej na meta poziomie. Nie odnosiła się do samego cytatu, a do samej rozmowy, co uczyniło ją trochę bardziej wyabstrakcyjnioną, ponieważ nie potrzebowała przykładów dla stworzenia samej siebie, a operowała już na gotowych podanych. To co tutaj napisałem to po pierwsze jak teraz mi się pomyślało jest trochę opisaniem ścieżki jaką pokonała szeroko rozumiana humanistyka, a po drugie dało mi do myślenia.
Mocno mnie zastanowiło to jak bardzo różnie można rozumieć jedną i tą samą rzecz(#fenomenologia), a także jak można różnie definiować pojęcia. Teraz będzie lista dwóch rzeczy, na których chcę się skupić.
-różne rozumienie aforyzmu Heraklita
-różne definicje rzeki
Ponieważ moi znajomi bardzo mocno spłycili takie mocno wionące Kantem i Husserlem przeczucie, że wszystko i za każdym razem jest dla nas fenomenem, czyli tłumacząc z języka filozofii, a nawet i nie z niego trzeba, ponieważ w potocznym rozumie się ten termin dość podobnie(przynajmniej w moim odczuciu) jako właśnie jednostkowe poznanie subiektywne zewnętrznie, ale dla podmiotu poznającego obiektywne, do obserwacji geologicznej(kilku z nich studiuje coś podobnego więc zrozumiałym jest takie pojmowanie tego przez nich). Z drugiej strony wykazali się niezłym zmysłem filozoficznym, ponieważ te przykłady i polemiki z tym cytatem można odnieść do jego bardziej abstrakcyjnego znaczenia. Ponieważ przykład z miską myślę sobie, że można odnieść trochę do sytuacji przytoczonej przez mojego ulubionego wykładowcę, do którego uczęszczałem na wykłady z Hermeneutyki, a który się nazywa Tadeusz Gadacz(jeśli wpadnie wam w ręce jakaś jego publikacja-kupować w ciemno, czytanie jak się przyzwyczaić do dość specyficznej wykształconej w seminarium duchownym składni, staje się bardzo przyjemne i pogłębiające poznanie i świadomość życia). Przytoczył on przemyślenie, swoje bądź jednego z wielkich myślicieli, z którymi nota bene często miał osobisty kontakt, jakoby ocena słuszności jakiegoś wyboru życiowego mogła zostać przeprowadzona jedynie w następujących warunkach. Otóż:podmiot podejmujący decyzję w momencie podejmowania decyzji kopiujemy, fizycznie, psychicznie, intelektualnie, mentalnie i jak jeszcze tylko się da, z jednym tylko wyjątkiem. Kopia podejmie drugą z możliwości jako swój wybór. Oczywiście, jeśli tylko będziemy chcieli jakąkolwiek kolejną decyzję naszą, bądź naszej kopii zweryfikować, tym więcej będzie trzeba naszych kopii, bądź kopii naszej kopii. I tak samo może postąpić każdy człowiek, a to stwarza szansę interferencji między kopiami i być może na przykład wreszcie udałoby Ci się, Drogi Czytelniku poznać Twoją ulubioną gwiazdę, tyle że byś jej nie poznał, ponieważ zamiast zniewalającego makijażu i pięknego uśmiechu zaserwowałaby Ci zniewalającego burgera i piękne frytki. I tak ten przytoczony przez mojego szanownego kolegę przykład jest w podobnym duchu, ponieważ ja go rozumiem jako próbę eksperymentu odizolowującego człowieka od innych doświadczeń, a ów odizolowany człowiek jeszcze raz jest przepuszczony przez jakiś bodziec. Problem pojawia się w momencie gdy zdamy sobie sprawę z tego, że on już to zna więc jego poznanie owego fenomenu będzie innym poznaniem niż gdyby, mówiąc metaforycznie wylać wodę i nalać nowej nie mówiąc mu o tej podmianie, co jest metaforą przeprowadzenia we w miarę takich samych warunkach takiego samego doświadczenia, na tym samym podmiocie. Zaś przemyślenie drugiego, o tym, że rzeka będzie zawsze ta sama, przywiodło mnie do drugiego punktu, czyli do problemu leżącego u podstaw sporej części sporów, a mianowicie definiowania pojęć. Ponieważ czym jest rzeka? Wikipedia mówi, że jest to: naturalny, powierzchniowy ciek płynący w wyżłobionym przez erozję rzeczną korycie, okresowo zalewający dolinę rzeczną. W Polsce przyjmuje się, że rzekę stanowi ciek o powierzchni dorzecza powyżej 100 km. Ta część tekstu będzie się bardziej odnosić do mojej dysputy z dziewczyną. Otóż dla niej najważniejszą częścią rzeki jest woda. Ale co z tego, że mamy wodę. Jeśli zamkniemy ją w wystarczająco dużej niecce będziemy mieli jezioro. Jeśli zaś rozlejemy ją nad gliniastą glebą uzyskamy bagno. Woda nie tworzy więc rzeki. Zaś samo koryto bez wody jest wąwozem. Czyli definicja z wikipedii jest bardzo trafna, ale to nie jest ważne dla mojego wywodu. Ważne jest to, że jedno i drugie jest ważne, że woda konstytuuje wąwóz jako rzekę... W tym ujęciu nagle woda wychodzi na plan pierwszy? Ale, czy na pewno? Niby ona konstytuuje, ale sama nie ma czego konstytuować. Może siebie samą konstytuować jako ciecz. Bardzo ważne jest jak widać indywidualne podejście do tematu, ponieważ wszystko jest fenomenem. Tak ja to wszystko fenomenologicznie pojmuję, ale to tylko mój osobisty jednostkowy sposób poznania.
Mocno mnie zastanowiło to jak bardzo różnie można rozumieć jedną i tą samą rzecz(#fenomenologia), a także jak można różnie definiować pojęcia. Teraz będzie lista dwóch rzeczy, na których chcę się skupić.
-różne rozumienie aforyzmu Heraklita
-różne definicje rzeki
Ponieważ moi znajomi bardzo mocno spłycili takie mocno wionące Kantem i Husserlem przeczucie, że wszystko i za każdym razem jest dla nas fenomenem, czyli tłumacząc z języka filozofii, a nawet i nie z niego trzeba, ponieważ w potocznym rozumie się ten termin dość podobnie(przynajmniej w moim odczuciu) jako właśnie jednostkowe poznanie subiektywne zewnętrznie, ale dla podmiotu poznającego obiektywne, do obserwacji geologicznej(kilku z nich studiuje coś podobnego więc zrozumiałym jest takie pojmowanie tego przez nich). Z drugiej strony wykazali się niezłym zmysłem filozoficznym, ponieważ te przykłady i polemiki z tym cytatem można odnieść do jego bardziej abstrakcyjnego znaczenia. Ponieważ przykład z miską myślę sobie, że można odnieść trochę do sytuacji przytoczonej przez mojego ulubionego wykładowcę, do którego uczęszczałem na wykłady z Hermeneutyki, a który się nazywa Tadeusz Gadacz(jeśli wpadnie wam w ręce jakaś jego publikacja-kupować w ciemno, czytanie jak się przyzwyczaić do dość specyficznej wykształconej w seminarium duchownym składni, staje się bardzo przyjemne i pogłębiające poznanie i świadomość życia). Przytoczył on przemyślenie, swoje bądź jednego z wielkich myślicieli, z którymi nota bene często miał osobisty kontakt, jakoby ocena słuszności jakiegoś wyboru życiowego mogła zostać przeprowadzona jedynie w następujących warunkach. Otóż:podmiot podejmujący decyzję w momencie podejmowania decyzji kopiujemy, fizycznie, psychicznie, intelektualnie, mentalnie i jak jeszcze tylko się da, z jednym tylko wyjątkiem. Kopia podejmie drugą z możliwości jako swój wybór. Oczywiście, jeśli tylko będziemy chcieli jakąkolwiek kolejną decyzję naszą, bądź naszej kopii zweryfikować, tym więcej będzie trzeba naszych kopii, bądź kopii naszej kopii. I tak samo może postąpić każdy człowiek, a to stwarza szansę interferencji między kopiami i być może na przykład wreszcie udałoby Ci się, Drogi Czytelniku poznać Twoją ulubioną gwiazdę, tyle że byś jej nie poznał, ponieważ zamiast zniewalającego makijażu i pięknego uśmiechu zaserwowałaby Ci zniewalającego burgera i piękne frytki. I tak ten przytoczony przez mojego szanownego kolegę przykład jest w podobnym duchu, ponieważ ja go rozumiem jako próbę eksperymentu odizolowującego człowieka od innych doświadczeń, a ów odizolowany człowiek jeszcze raz jest przepuszczony przez jakiś bodziec. Problem pojawia się w momencie gdy zdamy sobie sprawę z tego, że on już to zna więc jego poznanie owego fenomenu będzie innym poznaniem niż gdyby, mówiąc metaforycznie wylać wodę i nalać nowej nie mówiąc mu o tej podmianie, co jest metaforą przeprowadzenia we w miarę takich samych warunkach takiego samego doświadczenia, na tym samym podmiocie. Zaś przemyślenie drugiego, o tym, że rzeka będzie zawsze ta sama, przywiodło mnie do drugiego punktu, czyli do problemu leżącego u podstaw sporej części sporów, a mianowicie definiowania pojęć. Ponieważ czym jest rzeka? Wikipedia mówi, że jest to: naturalny, powierzchniowy ciek płynący w wyżłobionym przez erozję rzeczną korycie, okresowo zalewający dolinę rzeczną. W Polsce przyjmuje się, że rzekę stanowi ciek o powierzchni dorzecza powyżej 100 km. Ta część tekstu będzie się bardziej odnosić do mojej dysputy z dziewczyną. Otóż dla niej najważniejszą częścią rzeki jest woda. Ale co z tego, że mamy wodę. Jeśli zamkniemy ją w wystarczająco dużej niecce będziemy mieli jezioro. Jeśli zaś rozlejemy ją nad gliniastą glebą uzyskamy bagno. Woda nie tworzy więc rzeki. Zaś samo koryto bez wody jest wąwozem. Czyli definicja z wikipedii jest bardzo trafna, ale to nie jest ważne dla mojego wywodu. Ważne jest to, że jedno i drugie jest ważne, że woda konstytuuje wąwóz jako rzekę... W tym ujęciu nagle woda wychodzi na plan pierwszy? Ale, czy na pewno? Niby ona konstytuuje, ale sama nie ma czego konstytuować. Może siebie samą konstytuować jako ciecz. Bardzo ważne jest jak widać indywidualne podejście do tematu, ponieważ wszystko jest fenomenem. Tak ja to wszystko fenomenologicznie pojmuję, ale to tylko mój osobisty jednostkowy sposób poznania.
czwartek, 19 lutego 2015
Pisany vlog #2
Słowem wstępu: ten tekst zacząłem pisać jakoś w połowie stycznia, potem zgubiłem notatnik z nim. W niezmienionej formie przepisuję, po nim będzie jeszcze rozwinięcie.
Pierwsza strona z nowego notatnika, trzeba by coś mądrego napisać. Penis. Siusiak. 27 test z fakultetu. Uwalona zerówka z etyki. Strzelnica. Wystarczą slajdy. Będzie dobrze. 18 30. Język argumentacji.
"Wszelki duch Pana Boga chwali"
Rajstopy kolorowe po trzy złote
Uwalona zerówka
Środa, a ja już zebrałem trzy ciekawe wydarzenia z mojego życia, które można by opisać. Po pierwsze to usłyszałem coś czego nie słyszałem od tekstu przerabianego w liceum. "Wszelki duch Pana Boga chwali". Ktoś się z kimś tak witał. Nie wiem kto i z kim, bo działo się to za moimi plecami, ale pewien jestem, że to usłyszałem. Nie wierzę, żeby ktoś tak nadal mówił, aczkolwiek to urocze. [uzupełnienie] Wierzący nie jestem, ale takie anachronizmy nie zależnie od ich konotacji łapią mnie swoją nostalgią za serce. To fajne, że nadal są ludzie, którzy kultywują tego typu tradycje. Ale może wypadałoby coś odkrywczego o tym napisać.
To to są jak już napisałem anachronizmy, czy archaizmy. Pozostałości po dawnych przedwojennych czasach, kiedy jak pamięć społeczna mówi, ludzie byli uprzejmiejsi, milsi, życie było bardziej dostatnie dla wszystkich, było też bardziej spokojne, leniwe. Filmy Eugeniusza Bodo, kabarety, Tuwim, Słonimski, Skamandryci i awangarda krakowska panowały na salonach. Była silna osobowościowo inteligencja. Grupa transcendentnych ludzi, którzy robili co chcieli. Mało wspomnieć z zachodniego podwórka Dalego, który wyszedł na spacer wyszedł nie z psem, czy fretką jak czynią ekstrawaganci, ale na pełnym splendorze (cyt. za https://www.facebook.com/ipdmdw?fref=ts) z mrówkojadem. Oczywiście upada to pod prostym pytaniem "po co?", ale nie zmienia to faktu, że zrobił coś bo chciał, nie przejmował się tym. I jednocześnie było to o wiele bardziej zabawne niż współczesne performance jak na przykład publiczne rodzenie przez artystkę jajek wypełnionych farbą na białe płótno. O edukacyjnych walorach jednego i drugiego ciężko mówić, choć osobiście jestem o wiele bliższy stwierdzeniu, że o ile kobiece narządy rozrodcze zobaczy w swoim życiu każdy, o tyle mrówkojada już nie. W Krakowie jest zoo i takiego zwierza tam nie ma.
Drugą sprawą są KOLOROWE RAJSTOPY PO TRZY ZŁOTE! TRZY ZŁOTE! O MATKO BOSKA PIENIĘŻNA! Z tego co pamiętam jakaś dziewczyna idąca ulicą Krupniczą rozmawiała o nich przez telefon, były dostępne w jakiejś księgarni. Czemu księgarnia zamawia rajstopy? Może przy okazji KOLOROWYCH RAJSTOP PO CZY ZŁOTE ktoś kupi jakąś książkę. Może. Gdzieś kiedyś spotkałem się ze statystykami, wedle których w Polsce, gdzie coraz więcej ludzi ma wyższe wykształcenie czytelnictwo jest niższe niż w krajach gdzie ilość osób potrafiących czytać to czterdzieści z każdych stu. Coś tu jest bardzo mocno nie tak.
Ale może tylko ja tak uważam. Może to nic złego, bo nowe media. Niby nic złego, tylko twórcy nowych mediów odwołują się w swoich treściach do starych mediów, ponieważ żeby medium było ciekawe powinno nosić znamiona merytoryczności, a ją zapewnia kontakt z treściami, które dostępne są tylko w książkach. Przynajmniej na razie są reprodukowane tylko na papierze. To się pewno zmieni, ale póki nie, to wszyscy będą myśleć jaki to ten, czy inny jest mądry, ponieważ chciało mu się spędzić kilka wieczorów nad lekturą. Dobrą robotę robią Ci, którzy popularyzują stare treści w nowych mediach. Tylko może się zrobić tak, że następne pokolenia reproduktorów treści będą się opierać na tych, którzy je reprodukowali w nowomedialnej formie, więc będzie to ulegać rozwodnieniu. W ogólności na dwoje babka wróżyła. To kolejny mało używany zwrot, a jest fajny.
Tu kończy się moje reprodukowanie i tworzenie treści w nowej, choć nie najnowszej formie.
Pierwsza strona z nowego notatnika, trzeba by coś mądrego napisać. Penis. Siusiak. 27 test z fakultetu. Uwalona zerówka z etyki. Strzelnica. Wystarczą slajdy. Będzie dobrze. 18 30. Język argumentacji.
"Wszelki duch Pana Boga chwali"
Rajstopy kolorowe po trzy złote
Uwalona zerówka
Środa, a ja już zebrałem trzy ciekawe wydarzenia z mojego życia, które można by opisać. Po pierwsze to usłyszałem coś czego nie słyszałem od tekstu przerabianego w liceum. "Wszelki duch Pana Boga chwali". Ktoś się z kimś tak witał. Nie wiem kto i z kim, bo działo się to za moimi plecami, ale pewien jestem, że to usłyszałem. Nie wierzę, żeby ktoś tak nadal mówił, aczkolwiek to urocze. [uzupełnienie] Wierzący nie jestem, ale takie anachronizmy nie zależnie od ich konotacji łapią mnie swoją nostalgią za serce. To fajne, że nadal są ludzie, którzy kultywują tego typu tradycje. Ale może wypadałoby coś odkrywczego o tym napisać.
To to są jak już napisałem anachronizmy, czy archaizmy. Pozostałości po dawnych przedwojennych czasach, kiedy jak pamięć społeczna mówi, ludzie byli uprzejmiejsi, milsi, życie było bardziej dostatnie dla wszystkich, było też bardziej spokojne, leniwe. Filmy Eugeniusza Bodo, kabarety, Tuwim, Słonimski, Skamandryci i awangarda krakowska panowały na salonach. Była silna osobowościowo inteligencja. Grupa transcendentnych ludzi, którzy robili co chcieli. Mało wspomnieć z zachodniego podwórka Dalego, który wyszedł na spacer wyszedł nie z psem, czy fretką jak czynią ekstrawaganci, ale na pełnym splendorze (cyt. za https://www.facebook.com/ipdmdw?fref=ts) z mrówkojadem. Oczywiście upada to pod prostym pytaniem "po co?", ale nie zmienia to faktu, że zrobił coś bo chciał, nie przejmował się tym. I jednocześnie było to o wiele bardziej zabawne niż współczesne performance jak na przykład publiczne rodzenie przez artystkę jajek wypełnionych farbą na białe płótno. O edukacyjnych walorach jednego i drugiego ciężko mówić, choć osobiście jestem o wiele bliższy stwierdzeniu, że o ile kobiece narządy rozrodcze zobaczy w swoim życiu każdy, o tyle mrówkojada już nie. W Krakowie jest zoo i takiego zwierza tam nie ma.
Drugą sprawą są KOLOROWE RAJSTOPY PO TRZY ZŁOTE! TRZY ZŁOTE! O MATKO BOSKA PIENIĘŻNA! Z tego co pamiętam jakaś dziewczyna idąca ulicą Krupniczą rozmawiała o nich przez telefon, były dostępne w jakiejś księgarni. Czemu księgarnia zamawia rajstopy? Może przy okazji KOLOROWYCH RAJSTOP PO CZY ZŁOTE ktoś kupi jakąś książkę. Może. Gdzieś kiedyś spotkałem się ze statystykami, wedle których w Polsce, gdzie coraz więcej ludzi ma wyższe wykształcenie czytelnictwo jest niższe niż w krajach gdzie ilość osób potrafiących czytać to czterdzieści z każdych stu. Coś tu jest bardzo mocno nie tak.
Ale może tylko ja tak uważam. Może to nic złego, bo nowe media. Niby nic złego, tylko twórcy nowych mediów odwołują się w swoich treściach do starych mediów, ponieważ żeby medium było ciekawe powinno nosić znamiona merytoryczności, a ją zapewnia kontakt z treściami, które dostępne są tylko w książkach. Przynajmniej na razie są reprodukowane tylko na papierze. To się pewno zmieni, ale póki nie, to wszyscy będą myśleć jaki to ten, czy inny jest mądry, ponieważ chciało mu się spędzić kilka wieczorów nad lekturą. Dobrą robotę robią Ci, którzy popularyzują stare treści w nowych mediach. Tylko może się zrobić tak, że następne pokolenia reproduktorów treści będą się opierać na tych, którzy je reprodukowali w nowomedialnej formie, więc będzie to ulegać rozwodnieniu. W ogólności na dwoje babka wróżyła. To kolejny mało używany zwrot, a jest fajny.
Tu kończy się moje reprodukowanie i tworzenie treści w nowej, choć nie najnowszej formie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)