Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 maja 2018
O usposobieniu podróżników.
Naszła mnie następująca myśl w związku z tym, że moja dziewczyna pojechała na krótki wywczas na Chorwację. Mnie nie ciągnie, aż tak bardzo w świat jak ją. I wczoraj pod prysznicem, naszło mnie olśnienie, dlaczego, albo co powoduje, że kogoś bardziej, a kogoś mniej ciągnie poza granice miasta. I to na co wpadłem, to coś, co pozwoliłem sobie nazwać "granicą innego". Mam tu w tym momencie na myśli, jaki dystans fizyczny uznajemy za bliski dla naszych myśli. Można to określić jako coś co wyznacza nasz, jednostkowy świat, czy ojczyznę. Albo jak daleko od naszego miejsca zamieszkania, podstawy kulturowe zmieniają się na tyle mocno, że warto je poznać. I tu można by rozrysować oś, gdzie jednostka jest układem odniesienia i im dalej od niej, tym dalej musi pojechać, żeby we własnym odczuciu "doświadczyć czegoś nowego". I tu każde z nas, ludzi i z nas, jak dwójki ludzi tworzących parę, ma inne podejście. Dla mojej dziewczyny "inne" zaczyna się, przynajmniej za granicami kraju, a im bardziej zagranicznie, tym lepiej. Dla mnie "inne" zaczyna się na zewnątrz mojego ciała. Każde z tych podejść ma swoje dobre i złe strony. Jedno daje szeroki ogląd większego kawałka fizycznego świata, drugie daje bardziej dogłębne poznanie mniejszego kawałka. To trochę jak z badaniami ilościowymi i jakościowymi w socjologii. Ja jestem wedle tej metafory bardziej "jakościowy", a moja dziewczyna "ilościowa". Każde z tych podejść ma swoje plusy i minusy, jak wszystko z resztą. Bo różnice narastają wraz z kilometrami, ale też nie można zamykać wszystkiego w twardych szufladkach i uważać, że po przekroczeniu wyimaginowanej linii, magicznie wkraczamy w inny świat, wiem, że to może być trochę uproszczenie. Z drugiej zaś strony, jak wcześniej zauważyłem, różnice narastają wraz z przebytymi kilometrami od miejsca zamieszkania, więc nastawiając się na szukanie różnic tak blisko siebie, człowiek niejako zamyka się na te naprawdę poważne zmiany. Bo kultury są w pewien sposób wiążące i działające na jednostki, więc mimo różnic w szczegółach, Polak, będzie Polakiem. A Francuz Francuzem. Kwestia jak zawsze, sprowadza się do znalezienia jakiegoś złotego środka, indywidualnego dla każdego. Stoicyzm okazuje się być bardzo pożyteczny dla indywidualnej, jednostkowej, wewnętrznej moralności. Choć może być, też i zewnętrzna, ale o tym kiedy indziej.
niedziela, 20 września 2015
O nienawiści w internecie.
Ostatnio głośnym tematem stał się hejt w internecie i mowa nienawiści. Niestety jak przy każdej dyskusji toczącej się w internecie nie ma jasno zdefiniowanych pojęć, ani niczego na czym można by bazować w debacie, przez co cała sprawa przypomina dyskusję na imprezie. A to nie jest właściwie, bo nie posuwa świata dalej. Ta notka będzie w podzielona na trzy części.
a) czym jest hejt i mowa nienawiści
b) co się o tych zjawiskach mówi
c) jak się przed nią bronić
Hejt i mowa nienawiści są dwoma różnymi zjawiskami. Ponieważ hejt jest niekonstruktywną, opartą na niepełnych przesłankach krytyką. Muszę was tutaj, moi drodzy Czytelnicy odesłać do mojej notki o krytyce. Mowa nienawiści jest częścią hejtu jak dla mnie, ponieważ bez jej wkładu hejt nie będzie w pełni mocy. Innymi słowy mowa nienawiści jest tym co konstytuuje hejt jako hejt. Bez niej będzie tylko nie trafioną próbą wytknięcia błędu. Zaś mowa nienawiści jest w moim rozumieniu po prostu używaniem wulgaryzmów i inwektyw wobec rozmówcy w celu obniżenia jego poczucia własnej wartości i wykazania swojej nad nim wyższości przez zepchnięcie go do obrony już nawet nie w debacie, a w obrzucaniu się błotem. Artur Schopenhauer napisał książkę pod tytułem "Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów", w niej zawarł po pierwsze trochę sposobów obrony przed podchodami w rozmowie, a po drugie wyróżnił trzy typy argumentów. Pierwszą grupą są ad rem, czyli odnoszące się bezpośrednio do przedmiotu dyskusji. Za przykład mogą tu posłużyć inżynierowie spierający się, o to jakich śrub lepiej użyć w projekcie urządzenia. Drugą są argumenty ad hominem, one tyczą się cech ludzkich i ludzi ogólnie. Nie są to według gdańskiego filozofa argumenty najwyższych lotów, ale nadal złe nie są. Najgorszą grupą według niego są argumenty ad personam, czyli własnoustne zmieszanie przeciwnika w błotem. Są to argumenty używane tylko wtedy, kiedy rozmówca nie ma innych argumentów. Mowa nienawiści to właśnie są argumenty ad personam, bez żadnej wartości merytorycznej.
Przejdźmy teraz do tego co się o tym mówi. Ta część sprowokowała mnie do napisania tej notki. Otóż mówi się o tym bez jasnego zdefiniowanie co jest czym, czym różni się jedno od drugiego. Stąd przekaz jest niepełny, widzimy coś, ale nie przemyśleliśmy co chcemy z tym zrobić. Dobrze jest sygnalizować istnienie złych rzeczy, ale etyka odeszła już od Sokratejskiego wywodzenia zła z niewiedzy, czyli twierdzenia, że ludzie jeśli będą wiedzieć, że robienie czegoś jest złe, to nie będą tego robić. To niestety nie jest takie proste. Ludzie postępują bardzo różnie w zależności od własnych upodobań. Dominuje myśl konsekwencjalistyczna. A myślenie Sokratesa było związane z deontologią, czyli nurtem rozważającym nie konsekwencje działania, ale je jako takie. Innymi słowy deontologia patrzy, czy ktokolwiek cierpi na dokonanym przez nas czynie, jeśli tak, to nie jest on wart dokonania. Problem z deontologią jest taki według mnie, że wymaga wyraźniejszego, ostrzejszego spojrzenia na świat, a także empatii. Empatia wydaje się być kluczową jeśli chodzi o tę sprawę. Pozwolę sobie na delikatną dygresję, Ci z was, którzy mnie regularnie czytają mogą zauważyć pewną sprzeczność, czy niezgodność mojego podejścia do konsekwencji i tego, że człowiek powinien być w stanie przyjąć konsekwencje swoich czynów, co niby umożliwia jako konsekwencję branie na siebie w ostateczności nawet, życia czy zdrowia innych ludzi, ale nie. Ponieważ człowiek jest pojedynczy i nie ma prawa wpływać na innego bez jego zgody i woli.
Teraz przejdźmy do ostatniej już części. Próby odpowiedzi na pytanie jak się przed tym bronić? Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest powiedzieć "nie przejmuj się tym, nie ma czym się zajmować", czy mówić o tym na setki innych sposobów, ale wywrze to jedynie częściowy efekt. Bo to od czego właściwie powinniśmy zacząć, to albo dokonać niemożliwego i nie tyle odgórnie narzucić, co każdy sam w sobie powinien wykształcić nie odpowiadanie na takie komentarze. Bo bodziec nie wywołujący reakcji nie jest właściwym do powtarzania, a to zakończyłoby łańcuszek hejtu. Myślę, że musimy pójść trudną drogą i zacząć pokazywać sposoby jak sobie z takimi komentarzami radzić. Jak radzić sobie z mową nienawiści i hejtem. Nie jest to łatwe, ale jest to jedyne co możemy zrobić. Zanikają pozytywne wzorce moralne. Wszystkie wzorce są czysto intelektualne, ironiczne, sarkastyczne. Jeśli wprowadzamy do dyskusji takie figury musimy się liczyć z tym, że przenikną one do sfery moralności. Czemu w drugą stronę tak nie jest i Sokrates nie ma racji? Nie wiem. Po takim wstępie rzucę na koniec czymś co wpadło mi do głowy oglądając film na ten temat autorstwa Włodka Markowicza. Ma rację mówiąc w nim, że internet daje nienawistnikowi anonimowość, ale z drugiej strony osoba nienawidzona również jest absolutnie anonimowa. Czym się więc przejmować? Może to komuś pomoże. Mam taką nadzieję.
https://www.facebook.com/pages/LordTytusMandarynka/449225425101644
a) czym jest hejt i mowa nienawiści
b) co się o tych zjawiskach mówi
c) jak się przed nią bronić
Hejt i mowa nienawiści są dwoma różnymi zjawiskami. Ponieważ hejt jest niekonstruktywną, opartą na niepełnych przesłankach krytyką. Muszę was tutaj, moi drodzy Czytelnicy odesłać do mojej notki o krytyce. Mowa nienawiści jest częścią hejtu jak dla mnie, ponieważ bez jej wkładu hejt nie będzie w pełni mocy. Innymi słowy mowa nienawiści jest tym co konstytuuje hejt jako hejt. Bez niej będzie tylko nie trafioną próbą wytknięcia błędu. Zaś mowa nienawiści jest w moim rozumieniu po prostu używaniem wulgaryzmów i inwektyw wobec rozmówcy w celu obniżenia jego poczucia własnej wartości i wykazania swojej nad nim wyższości przez zepchnięcie go do obrony już nawet nie w debacie, a w obrzucaniu się błotem. Artur Schopenhauer napisał książkę pod tytułem "Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów", w niej zawarł po pierwsze trochę sposobów obrony przed podchodami w rozmowie, a po drugie wyróżnił trzy typy argumentów. Pierwszą grupą są ad rem, czyli odnoszące się bezpośrednio do przedmiotu dyskusji. Za przykład mogą tu posłużyć inżynierowie spierający się, o to jakich śrub lepiej użyć w projekcie urządzenia. Drugą są argumenty ad hominem, one tyczą się cech ludzkich i ludzi ogólnie. Nie są to według gdańskiego filozofa argumenty najwyższych lotów, ale nadal złe nie są. Najgorszą grupą według niego są argumenty ad personam, czyli własnoustne zmieszanie przeciwnika w błotem. Są to argumenty używane tylko wtedy, kiedy rozmówca nie ma innych argumentów. Mowa nienawiści to właśnie są argumenty ad personam, bez żadnej wartości merytorycznej.
Przejdźmy teraz do tego co się o tym mówi. Ta część sprowokowała mnie do napisania tej notki. Otóż mówi się o tym bez jasnego zdefiniowanie co jest czym, czym różni się jedno od drugiego. Stąd przekaz jest niepełny, widzimy coś, ale nie przemyśleliśmy co chcemy z tym zrobić. Dobrze jest sygnalizować istnienie złych rzeczy, ale etyka odeszła już od Sokratejskiego wywodzenia zła z niewiedzy, czyli twierdzenia, że ludzie jeśli będą wiedzieć, że robienie czegoś jest złe, to nie będą tego robić. To niestety nie jest takie proste. Ludzie postępują bardzo różnie w zależności od własnych upodobań. Dominuje myśl konsekwencjalistyczna. A myślenie Sokratesa było związane z deontologią, czyli nurtem rozważającym nie konsekwencje działania, ale je jako takie. Innymi słowy deontologia patrzy, czy ktokolwiek cierpi na dokonanym przez nas czynie, jeśli tak, to nie jest on wart dokonania. Problem z deontologią jest taki według mnie, że wymaga wyraźniejszego, ostrzejszego spojrzenia na świat, a także empatii. Empatia wydaje się być kluczową jeśli chodzi o tę sprawę. Pozwolę sobie na delikatną dygresję, Ci z was, którzy mnie regularnie czytają mogą zauważyć pewną sprzeczność, czy niezgodność mojego podejścia do konsekwencji i tego, że człowiek powinien być w stanie przyjąć konsekwencje swoich czynów, co niby umożliwia jako konsekwencję branie na siebie w ostateczności nawet, życia czy zdrowia innych ludzi, ale nie. Ponieważ człowiek jest pojedynczy i nie ma prawa wpływać na innego bez jego zgody i woli.
Teraz przejdźmy do ostatniej już części. Próby odpowiedzi na pytanie jak się przed tym bronić? Zdaję sobie sprawę, że łatwo jest powiedzieć "nie przejmuj się tym, nie ma czym się zajmować", czy mówić o tym na setki innych sposobów, ale wywrze to jedynie częściowy efekt. Bo to od czego właściwie powinniśmy zacząć, to albo dokonać niemożliwego i nie tyle odgórnie narzucić, co każdy sam w sobie powinien wykształcić nie odpowiadanie na takie komentarze. Bo bodziec nie wywołujący reakcji nie jest właściwym do powtarzania, a to zakończyłoby łańcuszek hejtu. Myślę, że musimy pójść trudną drogą i zacząć pokazywać sposoby jak sobie z takimi komentarzami radzić. Jak radzić sobie z mową nienawiści i hejtem. Nie jest to łatwe, ale jest to jedyne co możemy zrobić. Zanikają pozytywne wzorce moralne. Wszystkie wzorce są czysto intelektualne, ironiczne, sarkastyczne. Jeśli wprowadzamy do dyskusji takie figury musimy się liczyć z tym, że przenikną one do sfery moralności. Czemu w drugą stronę tak nie jest i Sokrates nie ma racji? Nie wiem. Po takim wstępie rzucę na koniec czymś co wpadło mi do głowy oglądając film na ten temat autorstwa Włodka Markowicza. Ma rację mówiąc w nim, że internet daje nienawistnikowi anonimowość, ale z drugiej strony osoba nienawidzona również jest absolutnie anonimowa. Czym się więc przejmować? Może to komuś pomoże. Mam taką nadzieję.
https://www.facebook.com/pages/LordTytusMandarynka/449225425101644
Etykiety:
#stopmowienienawisci,
Artur,
erystyka,
etyka,
hejt,
konstruktywizm,
Markowicz,
nienawiść,
samodoskonalenie,
Schopenhauer,
treści,
wady,
Włodek
sobota, 19 września 2015
Obrona blogera
Tytusie lordzie Mandarynko,
jesteś oskarżony o zbrodnię największej wagi. O bycie prostytutką tego szczególnego typu, który zamiast kupczyć własnym ciałem, handluje czasem swoim i innych zamieszczając w sieci wpisy na blogu! Co oskarżony ma na swoją obronę?
Przyznaję się do bycia blogerem. Nie szukam uniewinnienia, ale jedynie możliwie łagodnego wyroku. Proszę o niego ze względu na bycie szczerym wobec zebranych, a jednocześnie konsekwentnym wobec samego siebie, co poczytuję sobie jako jedną z, jeśli nie największą swoją zaletę. Ponadto w swoich wpisach staram się szerzyć myśl nieco głębszą niż "chleba i igrzysk". Nie używam a przynajmniej nie celowo i świadomie chwytów retorycznych, a w polemice erystycznych. Dla swojego zdania jestem (przynajmniej w swojej opinii) bezlitosny i krytyczny, szukając zawsze drugiej strony i obie te strony konfrontując ze sobą. Przyznaję się do swojej subiektywności i nie bycia nieomylnym. Nie uważam się za człowieka lepszego sortu tylko dlatego, że mam czelność prowadzić bloga. Po prostu jak skacowany wymiotuje, tak i ja wyrzucam z siebie rzeczy, mam nadzieję, że o trochę większej wartości. Jako ostatnie pozwolę sobie zauważyć, że nie moralizuję uznając w sobie człowieka mającego skłonność do błędów, będącego wyznawcą jednej ze szkół etycznych, nie będącego nawet pewnym, czy jej nauki dobrze pojmuje.
To już jest ostatnia z notek o szczerości, ta jest próbą szczerej odpowiedzi na pytanie o powody mojego blogowania, a także ile jest to moje blogowanie warte. Uznałem, że forma obrony w sądzie może być ciekawsza w odbiorze.
jesteś oskarżony o zbrodnię największej wagi. O bycie prostytutką tego szczególnego typu, który zamiast kupczyć własnym ciałem, handluje czasem swoim i innych zamieszczając w sieci wpisy na blogu! Co oskarżony ma na swoją obronę?
Przyznaję się do bycia blogerem. Nie szukam uniewinnienia, ale jedynie możliwie łagodnego wyroku. Proszę o niego ze względu na bycie szczerym wobec zebranych, a jednocześnie konsekwentnym wobec samego siebie, co poczytuję sobie jako jedną z, jeśli nie największą swoją zaletę. Ponadto w swoich wpisach staram się szerzyć myśl nieco głębszą niż "chleba i igrzysk". Nie używam a przynajmniej nie celowo i świadomie chwytów retorycznych, a w polemice erystycznych. Dla swojego zdania jestem (przynajmniej w swojej opinii) bezlitosny i krytyczny, szukając zawsze drugiej strony i obie te strony konfrontując ze sobą. Przyznaję się do swojej subiektywności i nie bycia nieomylnym. Nie uważam się za człowieka lepszego sortu tylko dlatego, że mam czelność prowadzić bloga. Po prostu jak skacowany wymiotuje, tak i ja wyrzucam z siebie rzeczy, mam nadzieję, że o trochę większej wartości. Jako ostatnie pozwolę sobie zauważyć, że nie moralizuję uznając w sobie człowieka mającego skłonność do błędów, będącego wyznawcą jednej ze szkół etycznych, nie będącego nawet pewnym, czy jej nauki dobrze pojmuje.
To już jest ostatnia z notek o szczerości, ta jest próbą szczerej odpowiedzi na pytanie o powody mojego blogowania, a także ile jest to moje blogowanie warte. Uznałem, że forma obrony w sądzie może być ciekawsza w odbiorze.
wtorek, 15 września 2015
O szczerości.
Ciągnę myśl z poprzedniej notki...
I tutaj niby mogę, czy też powinienem podać link, ale na ile to będzie kierowane wolą zapoznania Was, moi drodzy Czytelnicy, z moją poprzednią notką i ciągiem myślowym, a na ile zdobyciem kolejnych wyświetleń? Zależy mi na jednym, a przez to na drugim.
Chciałbym, żebyście możliwie w pełni podążali za moim tokiem myślenia, a z drugiej strony wiem, że robi mi to wyświetlenia. Trochę takie niedźwiedzie zamiary.
Czytanie tej notki bez zapoznania się z poprzednią będzie trochę jak czytanie drugiej części dowolnej zwartej serii, czyli takiej gdzie wydarzenia w kolejnych książkach bezpośrednio wypływają z poprzednich.
Zostawię waszej woli i osądowi czy chce wam się wejść na bloga jako takiego i przeczytać całą poprzednią notkę. Ale szukając kolejnych przykładów. Choćby i makijaż można poddać analizie pod tym względem. Tylko pod jakim? Pod względem szczerości rozumianej jako otwartość motywów. Makijaż według mnie może być albo korekcyjny, albo imprezowy, gdzie korekcyjny ma za zadanie kryć niedoskonałości skóry, zaś imprezowy jest ostrym makijażem mającym przykuć uwagę do naszej osoby i jakiegoś konkretnego waloru twarzy z reguły oczu. Tylko, czy któreś jest choćby relatywnie lepsze od drugiego? Niby jak człowiek jest na imprezie to wie, że to makijaż, że pod tym są skazy. Z drugiej strony czy naprawdę na imprezie człowiek przywiązuje wagę do tego, że ktoś ma makijaż na twarzy?
Gombrowicz pisał w swoich Dziennikach o makijażu i czającej się za nim obłudzie. Dostrzegał ją z resztą nie tylko w makijażu, ale i choćby w butach na obcasie.
Ale żeby nie przedłużać rzucę jeszcze jednym tylko przykładem. Otóż:Wegetarianie. Czemu jest tak, że można kupić kotlety sojowe o smaku schabowego? Rozumiem wegetariańską chęć nie przyczyniania się do czyjegoś cierpienia, ale czemu ta chęć musi smakować jak to cierpienie? Może nie jest to złe, ale na pewno niezrozumiałe i dziwne dla mnie. Przeanalizujmy to pod względem tego, czy te motywy są otwarte. Z tego co mówią wegetarianie w przestrzeni publicznej, to tak, są otwarte. Bo albo powołują się na chęć ograniczenia zwierzęcego cierpienia, albo niechęć do jedzenia czegokolwiek z twarzą, albo z jakichś dziwnych przyczyn mięso im po prostu nie smakuje. Tu wróćmy do tych, którzy chcą ograniczyć cierpienie zwierząt. Nie chcę się spierać czy one faktycznie cierpią, ale na pewno i tak umierają i umrą, bo rzeźnie produkują "ile wlezie", a nie " tyle ile się sprzedało w ostatnim miesiącu", więc można by nawet powiedzieć, że jest to marnowanie ofiary tych zwierząt. Uzasadnienie o nie dokładaniu się do tego cierpienia jest właściwsze, bo wygląda jakby ktoś go używający zdawał sobie sprawę z tego, że wszystko aktualnie jest produkowane w trybie "ile wlezie".
Wracając do tematu szczerości, jako jawności motywów, to czy nie byłby piękniejszym Świat, w którym wszyscy są wobec siebie absolutnie szczerzy? Nie ma marketingu, reklam. Jest tylko szczera współpraca PRowa, o której i tak wszyscy wiedzą, że jest opłacona. ALE! Opłacany ręczy swoją reputacją i nie może się zasłonić tym, że to "tylko reklama". Czyli wracamy do odpowiedzialności i konsekwencji pojmowanej tak jak w innej mojej notce, tym razem tej o samodzielnym myśleniu. Czyli jako konsekwencji pojmowanej w sensie cechy i następstw naszych czynów. Czy jesteśmy gotowi jako ludzie z godnością wypić to piwo, które ważymy.
https://www.facebook.com/pages/LordTytusMandarynka/449225425101644
I tutaj niby mogę, czy też powinienem podać link, ale na ile to będzie kierowane wolą zapoznania Was, moi drodzy Czytelnicy, z moją poprzednią notką i ciągiem myślowym, a na ile zdobyciem kolejnych wyświetleń? Zależy mi na jednym, a przez to na drugim.
Chciałbym, żebyście możliwie w pełni podążali za moim tokiem myślenia, a z drugiej strony wiem, że robi mi to wyświetlenia. Trochę takie niedźwiedzie zamiary.
Czytanie tej notki bez zapoznania się z poprzednią będzie trochę jak czytanie drugiej części dowolnej zwartej serii, czyli takiej gdzie wydarzenia w kolejnych książkach bezpośrednio wypływają z poprzednich.
Zostawię waszej woli i osądowi czy chce wam się wejść na bloga jako takiego i przeczytać całą poprzednią notkę. Ale szukając kolejnych przykładów. Choćby i makijaż można poddać analizie pod tym względem. Tylko pod jakim? Pod względem szczerości rozumianej jako otwartość motywów. Makijaż według mnie może być albo korekcyjny, albo imprezowy, gdzie korekcyjny ma za zadanie kryć niedoskonałości skóry, zaś imprezowy jest ostrym makijażem mającym przykuć uwagę do naszej osoby i jakiegoś konkretnego waloru twarzy z reguły oczu. Tylko, czy któreś jest choćby relatywnie lepsze od drugiego? Niby jak człowiek jest na imprezie to wie, że to makijaż, że pod tym są skazy. Z drugiej strony czy naprawdę na imprezie człowiek przywiązuje wagę do tego, że ktoś ma makijaż na twarzy?
Gombrowicz pisał w swoich Dziennikach o makijażu i czającej się za nim obłudzie. Dostrzegał ją z resztą nie tylko w makijażu, ale i choćby w butach na obcasie.
Ale żeby nie przedłużać rzucę jeszcze jednym tylko przykładem. Otóż:Wegetarianie. Czemu jest tak, że można kupić kotlety sojowe o smaku schabowego? Rozumiem wegetariańską chęć nie przyczyniania się do czyjegoś cierpienia, ale czemu ta chęć musi smakować jak to cierpienie? Może nie jest to złe, ale na pewno niezrozumiałe i dziwne dla mnie. Przeanalizujmy to pod względem tego, czy te motywy są otwarte. Z tego co mówią wegetarianie w przestrzeni publicznej, to tak, są otwarte. Bo albo powołują się na chęć ograniczenia zwierzęcego cierpienia, albo niechęć do jedzenia czegokolwiek z twarzą, albo z jakichś dziwnych przyczyn mięso im po prostu nie smakuje. Tu wróćmy do tych, którzy chcą ograniczyć cierpienie zwierząt. Nie chcę się spierać czy one faktycznie cierpią, ale na pewno i tak umierają i umrą, bo rzeźnie produkują "ile wlezie", a nie " tyle ile się sprzedało w ostatnim miesiącu", więc można by nawet powiedzieć, że jest to marnowanie ofiary tych zwierząt. Uzasadnienie o nie dokładaniu się do tego cierpienia jest właściwsze, bo wygląda jakby ktoś go używający zdawał sobie sprawę z tego, że wszystko aktualnie jest produkowane w trybie "ile wlezie".
Wracając do tematu szczerości, jako jawności motywów, to czy nie byłby piękniejszym Świat, w którym wszyscy są wobec siebie absolutnie szczerzy? Nie ma marketingu, reklam. Jest tylko szczera współpraca PRowa, o której i tak wszyscy wiedzą, że jest opłacona. ALE! Opłacany ręczy swoją reputacją i nie może się zasłonić tym, że to "tylko reklama". Czyli wracamy do odpowiedzialności i konsekwencji pojmowanej tak jak w innej mojej notce, tym razem tej o samodzielnym myśleniu. Czyli jako konsekwencji pojmowanej w sensie cechy i następstw naszych czynów. Czy jesteśmy gotowi jako ludzie z godnością wypić to piwo, które ważymy.
https://www.facebook.com/pages/LordTytusMandarynka/449225425101644
Etykiety:
cierpienie,
etyka,
filozofia,
krytyka,
kultura,
marketing,
media,
medioznawstwo,
samokrytyka,
socjologia,
treści,
wegetarianizm
sobota, 29 sierpnia 2015
Trochę zdań o uprzejmości w formie pisanego vloga, ale nim nie będące.
Trochę się ostatnio podziało ciekawych rzeczy, które skłoniły mnie do pewnych przemyśleń.
Wstęp będzie trochę jak do pisanego vloga, ale jak widać po tytule jest to normalna notka.
Otóż wracając z wieczoru kawalerskiego mojego przyjaciela zobaczyłem, że zatrzymał się samochód. Zanim zdążyłem się przestraszyć, zobaczyłem, że wysiadł z niego mój znajomy i spytał, czy mnie gdzieś nie podwieźć, bo wyglądam na wstawionego(Nie tylko wyglądałem. Byłem i dlatego się nie przestraszyłem do momentu, w którym go rozpoznałem, a wtedy już nie miałem się czego bać). Odparłem, że nie, bo mam już niedaleko. Mówiąc szczerze to nie znamy się jakoś bardzo dobrze, łączy nas wspólne hobby, które wymaga sporego zaufania dla drugiej osoby. Wiem, że mogę mu ufać, że jest bardzo spoko człowiekiem, ale nie spodziewałbym się, że zrobi coś takiego.
Druga sytuacja to stary odgrzewany kotlet. Otóż chodzi o sprawę pomiędzy właścicielem browaru Ciechan. Panem Markiem Jakubiakiem, a bokserem - Dariuszem Michalczewskim. Sprawa rozeszła się o to, że "Tiger" przyznał się do wspierania środowisk najprościej mówiąc "nieheteronormatywnych", na co pan Jakóbiak odparł, że życzy mu dwóch ojców, to przynajmniej będzie miał co possać(jakby w normalnych rodzinach nie było pedofilii i kazirodztwa). Ostatnio co ważne dla notki, pan Jakóbiak powiedział w wywiadzie, że sobie to nieporozumienie wyjaśnili. Trzecia rzecz to sytuacja, która spotkała mnie na poczcie. Otóż idę sobie wysłać list, jestem pierwszy w kolejce, a w okienku stoi starszy mężczyzna, który bardzo żywo z panią na poczcie rozprawia. W pewnym momencie, starsza koleżanka Pani-do-której-czekałem odezwała się: "Więc składa Pan zażalenie?" Na co Pan odpowiedział: "Tak", chwilę jeszcze stał, zażalając się pisemnie po czym odszedł. Podszedłem do okienka, uprzejmie podałem Pani-do-której-czekałem list i jakiś tak po za zwyczajowym "dzień dobry", powiedziałem jeszcze, że zawsze najłatwiej obwiniać posłańca. Panie w okienku się uśmiechnęła i wyjaśniłam że ten Pan zażalił się na to, iż pomimo dwukrotnego awizowania nadana przez niego przesyłka nie została doręczona. Czekała na poczcie w miejscu docelowym przez trzy tygodnie, a mimo tego nikt jej nie odebrał. Ale to nie jest ważne.
Ważne jest sedno sprawy. A nim jest uprzejmość i, aż się ciśnie na usta "właściwe" podejście, ale to jest po prostu ludzkie podejście. Takie, które ponoć jest przyrodzone i niezbywalne wraz z godnością.
Choć tutaj dam taki kijek. Mówi się, że żadna praca nie hańbi, a z drugiej strony ponoć można się zhańbić na przykład się prostytuując. Te wszystkie trzy sytuacje mogły się potoczyć zupełnie inaczej gdyby Ci ludzie uszanowali nawzajem swoją godność.
Po pierwsze znajomy mógł się nie zatrzymać, a ja nigdy bym się nie dowiedział, że mnie mijał. Może nie było by to nieuprzejme, ale nie byłoby uprzejme, jeśli podążacie za moim tokiem rozumowania. Jego zachowanie nie wywarłoby na mnie negatywnego efektu, ale też nie wywarłoby pozytywnego.
Oddałem dziś krew i zastanawiam się czy to również jest uprzejme. Jak właściwie rozumiem uprzejmość? Jest to dla mnie zbiór wszelkich zachowań, które mają niewielki pozytywny wpływ na drugą osobę. Zaś zachowania, które poważnie oddziałują w sposób pozytywny są dla mnie życzliwymi.
I teraz jak się nad tym zastanawiam to zatrzymanie się przez znajomego jest zachowaniem życzliwym, a nie uprzejmym. Nie jest ważnym, że przez nie wielką odległość od mojego celu mu podziękowałem. Ważnym jest, że w możliwości był gotów zabrać mnie kawałek nawet i pod prąd w stosunku do kierunku, w którym się przemieszczał. Nie mówię, że byłby skłonny pojechać na drugi koniec miasta, a na pewno jakiś kawałek w jego stronę byłby gotów pojechać. Teraz, czy oddanie przeze mnie krwi jest życzliwe, czy tylko uprzejme?
Potencjalnie może moja krew służyć do transfuzji w trakcie operacji, do badań nad lekami, albo do produkcji leku. Moja znajomość farmacji jest znikoma, ale wydaje mi się, że każde z tych zastosowań jest ważne i wywiera duży efekt na drugiej osobie. Jest to też spory wysiłek, czy też dar ze strony oddającego krew, ponieważ to na resztę dnia wyłącza człowieka z życia, a po za tym gdyby dało się takie leki syntetyzować z krwi zwierzęcej to pewno by tak robiono.
Ostatnio byłem ze znajomymi pod namiotem. Składaliśmy już obozowisko i bardzo zależało nam na czasie. I przyznaję się, że zachowałem się bardzo nieuprzejmie. Najpierw odepchnąłem kolegę, który blokował dojście do namiotu, a potem dopiero go przeprosiłem. Byłem zmęczony i chciałem możliwie szybko zwinąć obóz, co nie zmienia faktu, co nie usprawiedliwia mnie w żaden sposób. On niby się nie obraził, ani tym specjalnie nie przejął, ale ja jednak powinienem był ugryźć się w język.
Kolejne co jest bardzo ciekawe, to historyjka, która krąży gdzieś po internecie. Otóż któryś z naszych urzędów skarbowych wysłał do jednego z dłużników kolejne upomnienie, jednak w formie różni się ono potężnie ponieważ nie jest napisane urzędowym dialektem Polskiego, a takim zwykłym, ludzkim Polskim. I efekt był piorunujący. O wiele szybszy zwrot należności. Czyli kapitan Państwo może być uprzejmy i normalny, co więcej lepiej to działa niż jego normalne modus operandi.
Tutaj powinienem podsumować. Ale ciężko mi. Po pierwsze dlatego, że nie chcę pójść w moralizatorstwo, a w takim temacie bardzo o to łatwo, zwłaszcza, że wszyscy wiemy o tym, że należy być uprzejmym. Więc co? Silić się na jakieś mądrości o uprzejmości? To wionie truizmami, a po za tym jest zawoalowanym moralizatorstwem. Swoją drogą szczerość i nie szczerość w kontekście widoczności faktycznych motywów jest bardzo ciekawa, ale o tym kiedy indziej.
Wstęp będzie trochę jak do pisanego vloga, ale jak widać po tytule jest to normalna notka.
Otóż wracając z wieczoru kawalerskiego mojego przyjaciela zobaczyłem, że zatrzymał się samochód. Zanim zdążyłem się przestraszyć, zobaczyłem, że wysiadł z niego mój znajomy i spytał, czy mnie gdzieś nie podwieźć, bo wyglądam na wstawionego(Nie tylko wyglądałem. Byłem i dlatego się nie przestraszyłem do momentu, w którym go rozpoznałem, a wtedy już nie miałem się czego bać). Odparłem, że nie, bo mam już niedaleko. Mówiąc szczerze to nie znamy się jakoś bardzo dobrze, łączy nas wspólne hobby, które wymaga sporego zaufania dla drugiej osoby. Wiem, że mogę mu ufać, że jest bardzo spoko człowiekiem, ale nie spodziewałbym się, że zrobi coś takiego.
Druga sytuacja to stary odgrzewany kotlet. Otóż chodzi o sprawę pomiędzy właścicielem browaru Ciechan. Panem Markiem Jakubiakiem, a bokserem - Dariuszem Michalczewskim. Sprawa rozeszła się o to, że "Tiger" przyznał się do wspierania środowisk najprościej mówiąc "nieheteronormatywnych", na co pan Jakóbiak odparł, że życzy mu dwóch ojców, to przynajmniej będzie miał co possać(jakby w normalnych rodzinach nie było pedofilii i kazirodztwa). Ostatnio co ważne dla notki, pan Jakóbiak powiedział w wywiadzie, że sobie to nieporozumienie wyjaśnili. Trzecia rzecz to sytuacja, która spotkała mnie na poczcie. Otóż idę sobie wysłać list, jestem pierwszy w kolejce, a w okienku stoi starszy mężczyzna, który bardzo żywo z panią na poczcie rozprawia. W pewnym momencie, starsza koleżanka Pani-do-której-czekałem odezwała się: "Więc składa Pan zażalenie?" Na co Pan odpowiedział: "Tak", chwilę jeszcze stał, zażalając się pisemnie po czym odszedł. Podszedłem do okienka, uprzejmie podałem Pani-do-której-czekałem list i jakiś tak po za zwyczajowym "dzień dobry", powiedziałem jeszcze, że zawsze najłatwiej obwiniać posłańca. Panie w okienku się uśmiechnęła i wyjaśniłam że ten Pan zażalił się na to, iż pomimo dwukrotnego awizowania nadana przez niego przesyłka nie została doręczona. Czekała na poczcie w miejscu docelowym przez trzy tygodnie, a mimo tego nikt jej nie odebrał. Ale to nie jest ważne.
Ważne jest sedno sprawy. A nim jest uprzejmość i, aż się ciśnie na usta "właściwe" podejście, ale to jest po prostu ludzkie podejście. Takie, które ponoć jest przyrodzone i niezbywalne wraz z godnością.
Choć tutaj dam taki kijek. Mówi się, że żadna praca nie hańbi, a z drugiej strony ponoć można się zhańbić na przykład się prostytuując. Te wszystkie trzy sytuacje mogły się potoczyć zupełnie inaczej gdyby Ci ludzie uszanowali nawzajem swoją godność.
Po pierwsze znajomy mógł się nie zatrzymać, a ja nigdy bym się nie dowiedział, że mnie mijał. Może nie było by to nieuprzejme, ale nie byłoby uprzejme, jeśli podążacie za moim tokiem rozumowania. Jego zachowanie nie wywarłoby na mnie negatywnego efektu, ale też nie wywarłoby pozytywnego.
Oddałem dziś krew i zastanawiam się czy to również jest uprzejme. Jak właściwie rozumiem uprzejmość? Jest to dla mnie zbiór wszelkich zachowań, które mają niewielki pozytywny wpływ na drugą osobę. Zaś zachowania, które poważnie oddziałują w sposób pozytywny są dla mnie życzliwymi.
I teraz jak się nad tym zastanawiam to zatrzymanie się przez znajomego jest zachowaniem życzliwym, a nie uprzejmym. Nie jest ważnym, że przez nie wielką odległość od mojego celu mu podziękowałem. Ważnym jest, że w możliwości był gotów zabrać mnie kawałek nawet i pod prąd w stosunku do kierunku, w którym się przemieszczał. Nie mówię, że byłby skłonny pojechać na drugi koniec miasta, a na pewno jakiś kawałek w jego stronę byłby gotów pojechać. Teraz, czy oddanie przeze mnie krwi jest życzliwe, czy tylko uprzejme?
Potencjalnie może moja krew służyć do transfuzji w trakcie operacji, do badań nad lekami, albo do produkcji leku. Moja znajomość farmacji jest znikoma, ale wydaje mi się, że każde z tych zastosowań jest ważne i wywiera duży efekt na drugiej osobie. Jest to też spory wysiłek, czy też dar ze strony oddającego krew, ponieważ to na resztę dnia wyłącza człowieka z życia, a po za tym gdyby dało się takie leki syntetyzować z krwi zwierzęcej to pewno by tak robiono.
Ostatnio byłem ze znajomymi pod namiotem. Składaliśmy już obozowisko i bardzo zależało nam na czasie. I przyznaję się, że zachowałem się bardzo nieuprzejmie. Najpierw odepchnąłem kolegę, który blokował dojście do namiotu, a potem dopiero go przeprosiłem. Byłem zmęczony i chciałem możliwie szybko zwinąć obóz, co nie zmienia faktu, co nie usprawiedliwia mnie w żaden sposób. On niby się nie obraził, ani tym specjalnie nie przejął, ale ja jednak powinienem był ugryźć się w język.
Kolejne co jest bardzo ciekawe, to historyjka, która krąży gdzieś po internecie. Otóż któryś z naszych urzędów skarbowych wysłał do jednego z dłużników kolejne upomnienie, jednak w formie różni się ono potężnie ponieważ nie jest napisane urzędowym dialektem Polskiego, a takim zwykłym, ludzkim Polskim. I efekt był piorunujący. O wiele szybszy zwrot należności. Czyli kapitan Państwo może być uprzejmy i normalny, co więcej lepiej to działa niż jego normalne modus operandi.
Tutaj powinienem podsumować. Ale ciężko mi. Po pierwsze dlatego, że nie chcę pójść w moralizatorstwo, a w takim temacie bardzo o to łatwo, zwłaszcza, że wszyscy wiemy o tym, że należy być uprzejmym. Więc co? Silić się na jakieś mądrości o uprzejmości? To wionie truizmami, a po za tym jest zawoalowanym moralizatorstwem. Swoją drogą szczerość i nie szczerość w kontekście widoczności faktycznych motywów jest bardzo ciekawa, ale o tym kiedy indziej.
Etykiety:
Ciechan,
Dariusz,
etyka,
filozofia,
Jakubiak,
Marek,
Michalczewski,
samodoskonalenie,
samokrytyka,
Tiger,
treści,
uprzejmość,
urząd skarbowy
Subskrybuj:
Posty (Atom)